2
kwietnia w Warszawie w wieku 79 lat zmarła Barbara Sass-Zdort, reżyserka i
scenarzystka filmowa, która współpracowała
między innymi z Andrzejem Wajdą i Jerzym Skolimowskim.
W 1958 roku ukończyła Wydział Reżyserii PWSF w
Łodzi i zaczęła pracować
jako asystentka i drugi reżyser. W roli reżyserki zadebiutowała w 1972 roku filmem telewizyjnym "Ostatni
liść". Później podbiła kinowe ekrany produkcjami "Bez miłości", "Debiutantka" i "Krzyk". Jej filmy zostały uznane przez krytyków
za najważniejsze filmy kina kobiecego, bo główne bohaterki filmów Sass-Zdort były silnymi i bardzo niezależnymi kobietami. Ulubioną aktorką Barbary Sass-Zdort była Dorota Stalińska, którą reżyserka bardzo często obsadzała w rolach głównych. W ten sposób przez blisko dekadę tworzyły zespół.
Ich ostatni wspólny obraz pod tytułem "Niemoralna historia" powstał w 1990 roku.
Barbara Sass-Zdort była nie tylko reżyserką, ale także autorką
scenariuszy do większości swoich filmów. Jej najsłynniejsze produkcje
to "Dziewczęta z Nowolipek", "Pokuszenie", "Jak narkotyk", czy "Rajska
jabłoń".
Ostatnim film w jej karierze to "W imieniu diabła", którego
premiera odbyła się w 2011 roku. Barbara Sass-Zdort zmarła 2 kwietnia w Warszawie w wieku 79 lat.
Dzisiaj Prima Aprilis, ale żartować nie będziemy, bo ogłoszenie wyników konkursu to sprawa poważna!
Unikatowe plakaty „Ikon srebrnego
ekranu”, rysowane mistrzowską ręką naszego rysownika Daniela Bauma, którego
prace wiszą już w domach Stanisława Mikulskiego, Ryszarda Filipskiego,
Stanisława Jędryki i innych bohaterów naszego filmu, trafią do następujących osób:
1. Pan Wojciech Jasnos (którego odpowiedź całkowicie zdeklasowała pozostałe zgłoszenia!)
2. Pan Michał Krzyżaniak
3. Pani Agnieszka Agawa Warchulińska
4. Pan Darek Scibor
5. Pan Marek Łacny
6. Pani Joanna Szyborska-Kaszycka
7. Pan Ru Fi
Te 7 osób udzieliło najpopularniejszych wśród czytelników "Ikon srebrnego ekranu" odpowiedzi na pytanie:
W jakim polskim filmie lub serialu Stanisław Mikulski jako
Hans Kloss mógłby nagle pojawić się i, wplątawszy się w fabułę, odmienić losy
bohaterów?
Serdecznie gratulujemy zwycięzcom i prosimy ich o przesłanie danych i adresu do wysyłki nagród w wiadomości prywatnej na naszym fanpage'u na Facebooku!
I żeby było jasne – to był dopiero pierwszy konkurs! Zaglądajcie tutaj i na nasz fanpage na Facebooku
regularnie, bo mamy w zanadrzu nie tylko jeszcze jedną pulę plakatów,
ale też takie nagrody, jak na przykład książki naszych bohaterów z ich
autografami oraz egzemplarze "Stawki większej niż życie" na DVD, które Stanisław Mikulski podpisał, gdy spotkaliśmy się z nim – jak się okazało – ostatni raz...
Lśniące, jeszcze ciepłe plakaty autorstwa naszego "Ikonowego..." rysownika Daniela Bauma
Przedstawiamy Wam materiał, który nie wszedł do produkcji filmu dokumentalnego „PRL. Moje życie, moja miłość”, ale który niejednego już przewrócił razem z krzesłem.
Uwaga: to mrożąca krew w żyłach opowieść, przy której "Ptaki" Hitchcocka to pisklaki.
Tym samym wracamy do Ryszarda Sowińskiego – naszego Ala Pacino PRL-u – który, gdy już pierwsze lody zostały przełamane, przypomniał sobie tę anegdotę.
W jakim polskim filmie lub serialu Stanisław Mikulski jako
Hans Kloss mógłby nagle pojawić się i, wplątawszy się w fabułę, odmienić losy
bohaterów? :D
Autorzy 7 odpowiedzi, któreuzyskają najwięcej polubień, otrzymają unikatowe plakaty „Ikon srebrnego
ekranu”, rysowane mistrzowską ręką naszego rysownika Daniela Bauma, którego
prace wiszą już w domach Stanisława Mikulskiego, Ryszarda Filipskiego,
Stanisława Jędryki i innych bohaterów naszego filmu.
Plakaty mają wymiar 50 na 70 cm, są wydrukowane na grubym,
błyszczącym niczym sława naszych najlepszych polskich aktorów i reżyserów
papierze fotograficznym i będą doskonale prezentować się w domach prawdziwych
filmowych koneserów!
Zwycięzcy dostaną je w solidnych tekturowych tubach, które
ochronią je przed zazdrosnym okiem pań na poczcie, listonoszy i sąsiadów.
Konkurs trwa od
niedzieli 22 marca do wtorku 31 marca 2015 roku do godziny 23:55. Zwycięzców
ogłosimy 1 kwietnia 2015 roku, czyli w Prima Aprilis! :D
Emil Karewicz w swoim domu i na tle ściany z rysunkami i zdjęciami, które upamiętniają różne punkty jest wspaniałej kariery filmowej.
13 marca Emil Karewicz skończył 92 lata, co postanowiliśmy przypomnieć Wam na naszym fanpage'u na Facebooku. Wasza reakcja przerosła wszelkie nasze najśmielsze oczekiwania – a nawet przebiła swoim entuzjazmem różne nasze publikacje o Stanisławie Mikulskim. Aż ciśnie się na usta, by powiedzieć, że Brunner pokonał Klossa...
No ale nie rywalizację się tu rozchodziło. Chcemy Wam podziękować, bo to, że darzycie Emila Karewicza tak ogromną sympatią, to kolejny dowód na to, że pewni aktorzy to osobowości ponadczasowe – są jak wino, a upływ czasu i zalew byle jakich filmów i seriali wcale nie sprawiają, że ich sława przygasa.
Kilka lat temu odwiedziliśmy Pana Emila w jego domu, żeby porozmawiać o Marku Hłasce. Ta wizyta była częścią realizowanego przez nas cyklu materiałów, w których różne postaci polskiego kina wspominały współpracę z tym osobliwym "reżyserem pióra i literatem kina".
Wielu mówiło, że Hłasko to polski
James Dean. Był idolem Jana Himilsbacha – inspirował, pił i upijał, oburzał, doprowadzał
do rozstroju nerwowego. Wywoływał skrajne emocje i pewnie dlatego większość naszych gości podczas zdjęć i wywiadów do „Ikon srebrnego ekranu” chętnie o nim mówi. Na naszym blogu (klikając na przykład w tym tekście w linki pod nazwiskami aktorów i reżyserów) możecie przeczytać lub obejrzeć wspomnienia o Hłasce oczami Olafa Lubaszenki, Stanisława Jędryki, Ryszarda Filipskiego, Michała Szewczyka, czy Romana Kłosowskiego.
O Hłasce rozmawialiśmy też z Karewiczem. Zapraszamy do posłuchania wywiadu, bo dzięki temu dowiecie się na przykład, dlaczego pewnego razu Hłasko płakał na piersi Karewicza... Uwaga: to wywiad wyjątkowy, bo nigdzie nie był publikowany.Mam trochę takich materiałów i najchętniej dzielimy się nimi tutaj – z Wami:
Wraz z naszymi kamerami szykujemy się też do kolejnej wizyty u Emila Karewicza – choć jej termin zależy od stanu zdrowia i kondycji Pana Emila. Gdy tylko uda się nam go odwiedzić, to na pewno pokażemy mu lawinę Waszych życzeń dla niego na naszym Facebooku.
Facebook to znak naszych czasów, ale przy tym dobrze, że pokazuje też, że czas Pana Emila na pewno nie minął!
Wykształcenie miał słabe – zdążył nauczyć się tylko tyle,
żeby móc pisać, czytać i liczyć. Tuż po zakończeniu II wojny światowej cała
jego rodzina wywędrowała w okolice Nowej Soli. W 1949 roku Sowiński trafił do
Nowej Huty jako junak oddziałów Służby Polsce. Potem
został przeniesiony do sekcji transportu i pracował w charakterze dyspozytora.
Nie wytrzymał tam jednak długo, bo już po roku wrócił do Nowej Soli i tam
został kierowcą sekretarza partii na powiat. W międzyczasie nie próżnował, bo doszkalał
się w zawodach cukiernika, fotografa i szewca.
Po niecałych 2 latach zrezygnował jednak i z tej pracy.
Pałętał się kilka miesięcy bez celu i dorabiał na czarno, aż upomniało się o
niego wojsko. W 1952 roku znalazł się w WOP-ie w Białymstoku i został tam do
momentu uzyskania stopnia żołnierza zawodowego. Tam też trafił do transportu i
zaopatrzenia.
Znajdujące się w Łodzi magazyny WOP-u były miejscem
szczególnym: to tutaj Rysiek przyjeżdżał raz w miesiącu po wypłatę dla całego
białostockiego garnizonu. W czasie jednej z takich wizyt poznał tu dziewczynę.
Szybko zaręczyli się i pobrali. Z tego powodu Sowiński pisał
podania o zwolnienie z wojska lub przeniesienie do Łodzi na stałe. Po kilku
latach starań wreszcie mu się to udało. Trafił do Komendy Miejskiej Milicji Obywatelskiej
na ul. Sienkiewicza w Łodzi, przez rok był pomocnikiem oficera dyżurnego
miasta, ale przez cały czas miał jeden cel: chciał być milicjantem z pojazdem.
W 1961 roku wreszcie dostał wymarzony pojazd. Najpierw
został kierowcą komendanta, a później kierowcą zastępcy komendanta milicji z ul.
Sienkiewicza. Pracował tak przez 9 lat, dopóki zastępca komendanta nie został
awansowany do MSW.
Później dalej pracował jako kierowca w milicji kryminalnej i
w przestępczości gospodarczej. W ten sposób do chwili przejścia na emeryturę
przepracował w milicji 20 lat i jeden dzień.
Na emeryturze pracował trochę jako taksówkarz i doszkalał na
kursach nauki jazdy – ale to już nie było to samo.
Kilka lat później Polska też się zmieniła, ale Sowiński nigdy
nie przestał tęsknić za PRL-em:
Dziś polecamy Wam „Zabijakę” – kolejny
krótki film z 1967 roku w reżyserii Stanisława Lenartowicza, w którym zobaczymy
Tadeusza Łomnickiego, Aleksandrę Zawieruszankę, Andrzeja Antkowiaka i kilku
innych niegdyś popularnych aktorów. Największym zaskoczeniem może dla Was być
szczególnie jedno nazwisko – bowiem w „Zabijace” gra także Zdzisław
Maklakiewicz! Jeśli dobrze pamiętamy, akurat gra postać zamroczoną alkoholem.
„Zabijaka” to krótka i dość dramatyczna opowieść
o dwóch ludziach mających zupełnie różny stosunek do życia. Mimo to zawiązuje
się między nimi pewna nić sympatii, którą jeden z nich stara się podtrzymywać
znacznie bardziej niż drugi. Gdy udają się razem na bal i spotykają pewną
piękną młodą kobietę, sytuacja wymyka się spod kontroli i różnice między bohaterami
doprowadzają do pojedynku, który dla jednego z nich kończy się tragicznie.
Przy okazji poszukiwania informacji o
tym filmie natrafiliśmy na pewną anegdotę, według której wiele lat temu za granicą
wystawiono w tej samej obsadzie wersję teatralną „Zabijaki”. Traf chciał, że to
przedstawienie zobaczył sam Sir Lawrence Oliver, słynny brytyjski aktor
szekspirowski i filmowy. Szczególnie spodobała mu gra jednego z aktorów i
postanowił dać mu angaż w filmie.
Tym aktorem był Tadeusz Łomnicki, ale ze
współpracy nic nie wyszło, gdyż niedługo później Łomnicki zmarł... Szkoda, bo był wspaniałym aktorem i
jeśli ta anegdota jest prawdziwa, to miał przed sobą szansę na jeszcze większą
karierę za granicą.