czwartek, 2 kwietnia 2015

Zmarła Barbara Sass-Zdort


2 kwietnia w Warszawie w wieku 79 lat zmarła Barbara Sass-Zdort, reżyserka i scenarzystka filmowa, która współpracowała między innymi z Andrzejem Wajdą i Jerzym Skolimowskim.

W 1958 roku ukończyła Wydział Reżyserii PWSF w Łodzi i zaczęła pracować jako asystentka i drugi reżyser. W roli reżyserki zadebiutowała w 1972 roku filmem telewizyjnym "Ostatni liść". Później podbiła kinowe ekrany produkcjami "Bez miłości", "Debiutantka" i "Krzyk". Jej filmy zostały uznane przez krytyków za najważniejsze filmy kina kobiecego, bo główne bohaterki filmów Sass-Zdort były silnymi i bardzo niezależnymi kobietami. Ulubioną aktorką Barbary Sass-Zdort była Dorota Stalińska, którą reżyserka bardzo często obsadzała w rolach głównych. W ten sposób przez blisko dekadę tworzyły zespół. Ich ostatni wspólny obraz pod tytułem "Niemoralna historia" powstał w 1990 roku.

Barbara Sass-Zdort była nie tylko reżyserką, ale także autorką scenariuszy do większości swoich filmów. Jej najsłynniejsze produkcje to "Dziewczęta z Nowolipek", "Pokuszenie", "Jak narkotyk", czy "Rajska jabłoń". 

Ostatnim film w jej karierze to "W imieniu diabła", którego premiera odbyła się w 2011 roku. Barbara Sass-Zdort zmarła 2 kwietnia w Warszawie w wieku 79 lat. 



środa, 1 kwietnia 2015

Zwycięzcami konkursu są...

To Ty jesteś zwycięzcą!
Dzisiaj Prima Aprilis, ale żartować nie będziemy, bo ogłoszenie wyników konkursu to sprawa poważna!

Unikatowe plakaty „Ikon srebrnego ekranu”, rysowane mistrzowską ręką naszego rysownika Daniela Bauma, którego prace wiszą już w domach Stanisława Mikulskiego, Ryszarda Filipskiego, Stanisława Jędryki i innych bohaterów naszego filmu, trafią do następujących osób:

1. Pan Wojciech Jasnos (którego odpowiedź całkowicie zdeklasowała pozostałe zgłoszenia!)

2. Pan Michał Krzyżaniak

3. Pani Agnieszka Agawa Warchulińska

4. Pan Darek Scibor

5. Pan Marek Łacny

6. Pani Joanna Szyborska-Kaszycka

7. Pan Ru Fi

Te 7 osób udzieliło najpopularniejszych wśród czytelników "Ikon srebrnego ekranu" odpowiedzi na pytanie:

W jakim polskim filmie lub serialu Stanisław Mikulski jako Hans Kloss mógłby nagle pojawić się i, wplątawszy się w fabułę, odmienić losy bohaterów? 

Serdecznie gratulujemy zwycięzcom i prosimy ich o przesłanie danych i adresu do wysyłki nagród w wiadomości prywatnej na naszym fanpage'u na Facebooku!

I żeby było jasne – to był dopiero pierwszy konkurs! Zaglądajcie tutaj i na nasz fanpage na Facebooku regularnie, bo mamy w zanadrzu nie tylko jeszcze jedną pulę plakatów, ale też takie nagrody, jak na przykład książki naszych bohaterów z ich autografami oraz egzemplarze "Stawki większej niż życie" na DVD, które Stanisław Mikulski podpisał, gdy spotkaliśmy się z nim – jak się okazało – ostatni raz...
 
Lśniące, jeszcze ciepłe plakaty autorstwa naszego "Ikonowego..." rysownika Daniela Bauma



czwartek, 26 marca 2015

Duży ptak

Jastrząb?! Sowa?!

Przedstawiamy Wam materiał, który nie wszedł do produkcji filmu dokumentalnego „PRL. Moje życie, moja miłość”, ale który niejednego już przewrócił razem z krzesłem.

Uwaga: to mrożąca krew w żyłach opowieść, przy której "Ptaki" Hitchcocka to pisklaki.



Tym samym wracamy do Ryszarda Sowińskiego – naszego Ala Pacino PRL-u – który, gdy już pierwsze lody zostały przełamane, przypomniał sobie tę anegdotę.





niedziela, 22 marca 2015

KONKURS! KONKURS! KONKURS!

Lśniące, jeszcze ciepłe plakaty autorstwa naszego "Ikonowego..." rysownika Daniela Bauma


Aby wziąć udział, wystarczy wejść na nasz oficjalny fanpage na Facebooku i pod postem o konkursie w komentarzu odpowiedzieć na pytanie:

W jakim polskim filmie lub serialu Stanisław Mikulski jako Hans Kloss mógłby nagle pojawić się i, wplątawszy się w fabułę, odmienić losy bohaterów? :D

Autorzy 7 odpowiedzi, które  uzyskają najwięcej polubień, otrzymają unikatowe plakaty „Ikon srebrnego ekranu”, rysowane mistrzowską ręką naszego rysownika Daniela Bauma, którego prace wiszą już w domach Stanisława Mikulskiego, Ryszarda Filipskiego, Stanisława Jędryki i innych bohaterów naszego filmu. 

Plakaty mają wymiar 50 na 70 cm, są wydrukowane na grubym, błyszczącym niczym sława naszych najlepszych polskich aktorów i reżyserów papierze fotograficznym i będą doskonale prezentować się w domach prawdziwych filmowych koneserów! 

Zwycięzcy dostaną je w solidnych tekturowych tubach, które ochronią je przed zazdrosnym okiem pań na poczcie, listonoszy i sąsiadów.

 Konkurs trwa od niedzieli 22 marca do wtorku 31 marca 2015 roku do godziny 23:55. Zwycięzców ogłosimy 1 kwietnia 2015 roku, czyli w Prima Aprilis! :D

Liczymy na Waszą wyobraźnię! 

Z wizytą u Emila Karewicza

Emil Karewicz w swoim domu i na tle ściany z rysunkami i zdjęciami, które upamiętniają różne punkty jest wspaniałej kariery filmowej.

13 marca Emil Karewicz skończył 92 lata, co postanowiliśmy przypomnieć Wam na naszym fanpage'u na Facebooku. Wasza reakcja przerosła wszelkie nasze najśmielsze oczekiwania – a nawet przebiła swoim entuzjazmem różne nasze publikacje o Stanisławie Mikulskim. Aż ciśnie się na usta, by powiedzieć, że Brunner pokonał Klossa...

Nasze skromne przypomnienie o urodzinach Emila Karewicza wywołało istną lawinę życzeń!
No ale nie rywalizację się tu rozchodziło. Chcemy Wam podziękować, bo to, że darzycie Emila Karewicza tak ogromną sympatią, to kolejny dowód na to, że pewni aktorzy to osobowości ponadczasowe – są jak wino, a upływ czasu i zalew byle jakich filmów i seriali wcale nie sprawiają, że ich sława przygasa.

Kilka lat temu odwiedziliśmy Pana Emila w jego domu, żeby porozmawiać o Marku Hłasce. Ta wizyta była częścią realizowanego przez nas cyklu materiałów, w których różne postaci polskiego kina wspominały współpracę z tym osobliwym "reżyserem pióra i literatem kina"

Wielu mówiło, że Hłasko to polski James Dean. Był idolem Jana Himilsbacha – inspirował, pił i upijał, oburzał, doprowadzał do rozstroju nerwowego. Wywoływał skrajne emocje i pewnie dlatego większość naszych gości podczas zdjęć i wywiadów do „Ikon srebrnego ekranu” chętnie o nim mówi. Na naszym blogu (klikając na przykład w tym tekście w linki pod nazwiskami aktorów i reżyserów) możecie przeczytać lub obejrzeć wspomnienia o Hłasce oczami Olafa Lubaszenki, Stanisława Jędryki, Ryszarda Filipskiego, Michała Szewczyka, czy Romana Kłosowskiego.

O Hłasce rozmawialiśmy też z Karewiczem. Zapraszamy do posłuchania wywiadu, bo dzięki temu dowiecie się na przykład, dlaczego pewnego razu Hłasko płakał na piersi Karewicza...
Uwaga: to wywiad wyjątkowy, bo nigdzie nie był publikowany. Mam trochę takich materiałów i najchętniej dzielimy się nimi tutaj – z Wami:

 
Wraz z naszymi kamerami szykujemy się też do kolejnej wizyty u Emila Karewicza – choć jej termin zależy od stanu zdrowia i kondycji Pana Emila. Gdy tylko uda się nam go odwiedzić, to na pewno pokażemy mu lawinę Waszych życzeń dla niego na naszym Facebooku. 

Facebook to znak naszych czasów, ale przy tym dobrze, że pokazuje też, że czas Pana Emila na pewno nie minął! 

https://www.facebook.com/ikonysrebrengoekranu
 

sobota, 28 lutego 2015

Kim był obywatel Sowiński?

Pierwsze spotkanie z Sowińskim i pierwsze materiały filmowe znajdziecie tutaj:


Wykształcenie miał słabe – zdążył nauczyć się tylko tyle, żeby móc pisać, czytać i liczyć. Tuż po zakończeniu II wojny światowej cała jego rodzina wywędrowała w okolice Nowej Soli. W 1949 roku Sowiński trafił do Nowej Huty jako junak oddziałów Służby Polsce. Potem został przeniesiony do sekcji transportu i pracował w charakterze dyspozytora.
   

Nie wytrzymał tam jednak długo, bo już po roku wrócił do Nowej Soli i tam został kierowcą sekretarza partii na powiat. W międzyczasie nie próżnował, bo doszkalał się w zawodach cukiernika, fotografa i szewca.

Po niecałych 2 latach zrezygnował jednak i z tej pracy. Pałętał się kilka miesięcy bez celu i dorabiał na czarno, aż upomniało się o niego wojsko. W 1952 roku znalazł się w WOP-ie w Białymstoku i został tam do momentu uzyskania stopnia żołnierza zawodowego. Tam też trafił do transportu i zaopatrzenia.

Znajdujące się w Łodzi magazyny WOP-u były miejscem szczególnym: to tutaj Rysiek przyjeżdżał raz w miesiącu po wypłatę dla całego białostockiego garnizonu. W czasie jednej z takich wizyt poznał tu dziewczynę.

Szybko zaręczyli się i pobrali. Z tego powodu Sowiński pisał podania o zwolnienie z wojska lub przeniesienie do Łodzi na stałe. Po kilku latach starań wreszcie mu się to udało. Trafił do Komendy Miejskiej Milicji Obywatelskiej na ul. Sienkiewicza w Łodzi, przez rok był pomocnikiem oficera dyżurnego miasta, ale przez cały czas miał jeden cel: chciał być milicjantem z pojazdem.
W 1961 roku wreszcie dostał wymarzony pojazd. Najpierw został kierowcą komendanta, a później kierowcą zastępcy komendanta milicji z ul. Sienkiewicza. Pracował tak przez 9 lat, dopóki zastępca komendanta nie został awansowany do MSW. 

Później dalej pracował jako kierowca w milicji kryminalnej i w przestępczości gospodarczej. W ten sposób do chwili przejścia na emeryturę przepracował w milicji 20 lat i jeden dzień.
Na emeryturze pracował trochę jako taksówkarz i doszkalał na kursach nauki jazdy – ale to już nie było to samo. 

Kilka lat później Polska też się zmieniła, ale Sowiński nigdy nie przestał tęsknić za PRL-em:





Zapraszamy do oglądania naszego kanału na YouTube:

https://www.youtube.com/channel/UCbsFHlr2e893Xp8rkT8a8Ig

To trzeba zobaczyć! (odc. 20): Zabijaka

rys. Daniel Baum


Konsekwentnie pozostajemy w tematyce starych polskich filmów krótkometrażowych. Dotychczas polecaliśmy Wam takie produkcje, jak: 

Portfel








Dziś polecamy Wam „Zabijakę” – kolejny krótki film z 1967 roku w reżyserii Stanisława Lenartowicza, w którym zobaczymy Tadeusza Łomnickiego, Aleksandrę Zawieruszankę, Andrzeja Antkowiaka i kilku innych niegdyś popularnych aktorów. Największym zaskoczeniem może dla Was być szczególnie jedno nazwisko – bowiem w „Zabijace” gra także Zdzisław Maklakiewicz! Jeśli dobrze pamiętamy, akurat gra postać zamroczoną alkoholem.

„Zabijaka” to krótka i dość dramatyczna opowieść o dwóch ludziach mających zupełnie różny stosunek do życia. Mimo to zawiązuje się między nimi pewna nić sympatii, którą jeden z nich stara się podtrzymywać znacznie bardziej niż drugi. Gdy udają się razem na bal i spotykają pewną piękną młodą kobietę, sytuacja wymyka się spod kontroli i różnice między bohaterami doprowadzają do pojedynku, który dla jednego z nich kończy się tragicznie. 


Przy okazji poszukiwania informacji o tym filmie natrafiliśmy na pewną anegdotę, według której wiele lat temu za granicą wystawiono w tej samej obsadzie wersję teatralną „Zabijaki”. Traf chciał, że to przedstawienie zobaczył sam Sir Lawrence Oliver, słynny brytyjski aktor szekspirowski i filmowy. Szczególnie spodobała mu gra jednego z aktorów i postanowił dać mu angaż w filmie. 



Tym aktorem był Tadeusz Łomnicki, ale ze współpracy nic nie wyszło, gdyż niedługo później Łomnicki zmarł... Szkoda, bo był wspaniałym aktorem i jeśli ta anegdota jest prawdziwa, to miał przed sobą szansę na jeszcze większą karierę za granicą.