wtorek, 27 października 2015

Na planie filmu "Las, 4 rano" Jana Jakuba Kolskiego

Reżyser "Ikon srebrnego ekranu" Jarosław Antoszczyk, aktor Krzysztof Majchrzak i reżyser Jan Jakub Kolski – wszyscy na planie najnowszego filmu Kolskiego "Las, 4 rano"

Zimna październikowa niedziela. Jarek Antoszczyk parkuje na poboczu jednej z dróg w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego. Na miejscu dostrzegamy aktora Krzysztofa Majchrzaka w brudnych i znoszonych ubraniach. Przy powitaniu zauważamy, że jego dłonie też są ubrudzone, a za paznokciami tkwi czarna ziemia. Nic dziwnego, skoro Majchrzak od blisko miesiąca praktycznie mieszka w leśnej ziemiance.

Powodem spotkania w tym miejscu i takiego wyglądu Majchrzaka jest kończący się właśnie plan zdjęciowy reżyserowanego przez Jana Jakuba Kolskiego filmu „Las, 4 rano”, który w całości jest oparty o napisaną przez niego książkę pod tym samym tytułem, opublikowaną w 2015 roku nakładem wydawnictwa Wielka Litera. Wizyta reżysera „Ikon srebrnego ekranu” Jarosława Antoszczyka w tym miejscu była możliwa dzięki uprzejmości producentów filmu i dzięki temu, że Antoszczyk od dłuższego czasu zna się z Krzysztofem Majchrzakiem. Bez tego moglibyśmy tylko pomarzyć o tym, żeby pokazać Wam te zdjęcia i zdobyć autografy na książce „Las, 4 rano”. Ale o tym za chwilę.

Jarosław Antoszczyk i Krzysztof Majchrzak
"Las, 4 rano" autorstwa Jana Jakuba Kolskiego


Majchrzak gra w ekranizacji książki „Las, 4 rano” główną rolę – jak to w filmach Kolskiego, wyrazistą i pewnie dla wielu kontrowersyjną. Wciela się w postać mężczyzny po sześćdziesiątce, który mieszka w wykopanej w lesie ziemiance. Nie ma dokumentów, nie ma przeszłości, nie ma bliskich. Za towarzystwo ma kota i psa. Żywi się mięsem upolowanej zwierzyny oraz resztkami zbieranymi dla niego przez Natę (w tej roli Olga Bołądź), prostytutkę pracującą przy pobliskiej drodze. Mają dobry, choć specyficzny kontakt, widują się regularnie, rozmawiają o literaturze i o życiu.

Pewnego dnia Nata staje się ofiarą porachunków gangów. Mężczyzna wpada w rozpacz. W kilka dni po śmierci Naty, przed jego ziemianką staje trzynastoletnia Jadzia i żąda dla siebie opieki. Główny bohater nie chce niczyjej obecności, próbuje odprawić Jadzię, ale ta jest uparta i nie zamierza ustąpić. Ustalają warunki. W końcu mężczyzna przyjmuje Jadzię na dwutygodniowy okres próbny.

Wraz z Jarkiem Antoszczykiem odwiedziliśmy Jana Jakuba Kolskiego na planie filmu „Las, 4 rano” podczas ich ostatniego dnia zdjęciowego w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego. Uwieczniliśmy  na zdjęciach moment, w którym Jan Jakub Kolski i Krzysztof Majchrzak podpisują kilka egzemplarzy książki „Las, 4 rano”, które niedługo będziecie mogli wygrać w konkursie na fanpage’u Ikony srebrnego ekranu.

Od lewej: Jarosław Antoszczyk, Krzysztof  Majchrzak i Jak Jakub Kolski

Jeden z egzemplarzy książki podpisanej przez Krzysztofa Majchrzaka i Jana Jakuba Kolskiego












W ramach ciekawostki: zdjęcia do filmu „Las, 4 rano” powstawały w różnych miejscach – w Łodzi, w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego, ale pewnie niewielu naszych czytelników wie, że w pobliżu znajduje się wieś Popielawy, czy miejsce akcji słynnego filmu Kolskiego „Historia kina w Popielawach”. Tutaj też Kolski kręcił latem 2011 roku film "Zabić bobra". Czemu tak chętnie wraca tutaj z kamerą? Bo Popielawy to miejsce, w którym Jan Jakub Kolski wychowywał się pod opieką dziadków.

Zdjęcia powstały dzięki uprzejmości zespołu produkcyjnego filmu „Las, 4 rano” w reżyserii Jana Jakuba Kolskiego.

Jarosław Antoszczyk i Krzysztof Majchrzak w pełnej charakteryzacji

Krzysztof Majchrzak podpisuje egzemplarz książki "Las, 4 rano"

Jan Jakub Kolski podpisuje egzemplarz książki "Las, 4 rano"

Krzysztof Majchrzak i Jan Jakub Kolski



sobota, 10 października 2015

Ikony srebrnego ekranu na wystawie! [ZDJĘCIA]

Rysownik Daniel Baum (po lewej) i reżyser "Ikon srebrnego ekranu" Jarosław Antoszczyk (po prawej). W tle znane Wam ilustracje!



Od 4 do 27 września 2015 roku w galerii sztuki ODAArt w Piotrkowie Trybunalskim można było oglądać wystawę prac rysunkowych i malarskich autorstwa naszego rysownika Daniela Bauma, rysownika, który współpracuje z Jarosławem Antoszczykiem od samego początku bloga i fanpage’a filmu „Ikony srebrnego ekranu”.

Jedną z części ekspozycji były ilustracje bohaterów „Ikon srebrnego ekranu” i powiązanych z nimi produkcji filmowych z czasów PRL, które doskonale znacie z naszych postów na blogu i fanpage’u. Wśród prezentowanych prac znalazły się też plakaty, które można było wygrać w organizowanym przez nas kilka miesięcy temu konkursie. Zapominalskim przypominamy, że niektóre z nich są nadal do zdobycia, i to bez przesadnej fatygi i wysiłku, bo możecie pobrać je w formie tapet na pulpit z tego naszego postu.

Wernisaż wystawy „Realizm w malarstwie. Malarstwo w komiksie”, na którym znalazły się też ilustracje do „Ikon srebrnego ekranu” odbył się 4 września 2015 roku w Piotrkowie Trybunalskim i przyciągnął naprawdę dużą publiczność, która z prawdziwym zaciekawieniem oglądała prezentowane prace. Na wernisażu pojawił się też reżyser „Ikon srebrnego ekranu” Jarosław Antoszczyk i dzięki temu wreszcie mogliśmy uwiecznić go na zdjęciach – bo często to on jest po drugiej strony obiektywu lub kamery podczas różnych działań związanych z produkcją naszego filmu albo jest po prostu bardzo zajęty wyszukiwaniem lokalizacji i rekwizytów na kolejne plany zdjęciowe. 

Dlatego tym bardziej cieszymy się, że mógł pojawić się na wernisażu w Piotrkowie!

A oto relacja zdjęciowa z tego wydarzenia:










Tak przy okazji – gromadzona przez Jarosława Antoszczyka kolekcja fotosów, rekwizytów i przeróżnych wyjątkowych przedmiotów związanych ze Stanisławem Mikulskim, z których reżyser „Ikon srebrnego ekranu” korzysta podczas produkcji filmu, jest tak ogromna i ciekawa, że Antoszczyk coraz poważniej zastanawia się nad przygotowaniem wystawy, na której będziemy mogli pokazać Wam te wszystkie przedmioty. To byłaby prawdziwa podróż w czasie, coś zupełnie wyjątkowego!




wtorek, 29 września 2015

Wilcze echa - To trzeba zobaczyć (odc. 21)


 Jesteśmy w Bieszczadach po II wojnie światowej. Na posterunku WOP służbę pełni Pietrek (Bruno O'Ya). Wopista nie potrafi wysiedzieć na jednym miejscu i czasami zdarza się, że przez pomyłkę narusza granice zaprzyjaźnionych państw. Po jednej z takich akcji mężczyzna zostaje ukarany. Niezrażony groźbą wydalenia ze służby zaczyna śledzić pewną podejrzaną grupę, która kręci się w okolicy.

W tym filmie jest wszystko – twórcy "Wilczych ech", odwołując się do autentycznych zdarzeń odnotowanych w protokołach z bieszczadzkich posterunków milicyjnych, na pierwszy plan wysunęli przygodę, ucieczki i pogonie, pojedynki, sprytne pułapki i cudowne ocalenia, i oczywiście miłość do pięknej dziewczyny, która pomaga bohaterowi w walce o sprawiedliwość. 

rys. Daniel Baum

Wilcze echa” (pre­miera 1968 r.) to je­den z pierw­szych pol­skich we­ster­nów  z Bruno O’Yą w roli głów­nej, Zdjęcia kręcono w Bieszczadach, m.in. w Ustrzykach Dolnych, a każdemu planowi zdjęciowemu przyglądał się tłumek ludzi. To dla miesz­kań­ców Ustrzyk było ogromne wy­da­rze­nie, bo na planie filmu pracowały nie lada sławy, ta­kie jak es­toń­ski ak­tor Bruno O’ya i Marek Perepeczko.



Z tekstu w serwisie Biesy i czady dowiadujemy się, że specjalnie na po­trzeby filmu prze­ro­biono strych w jed­nej z ka­mie­nic w Ustrzykach na bar o na­zwie „Rast”, a niektórzy mieszkańcy mieli okazję w całkiem nietypowych okolicznościach spotkać się Bruno O’Yą, odtwórcą głównej roli. Aktor pod­czas re­ali­za­cji karko­łom­nej sceny skoku z ko­nia na mo­stek dwu­krot­nie doznał groźnego upa­dku. Dodać trzeba, że O’Ya do­piero na po­trzeby tego filmu uczył się jazdy kon­nej i właśnie przez brak umiejętności trafił do dziś nie­ist­nie­ją­cego już szpi­tala w Ustrzykach Dolnych z po­dej­rze­niem wstrzą­śnie­nia mó­zgu i urazu krę­go­słupa.

Pani Maria, która pra­co­wała tam wtedy jako pie­lę­gniarka i oso­bi­ście da­wała mu za­strzyk na aby za­po­biec ewen­tu­al­nemu obrzę­kowi mó­zgu, do dziś wspomina po­ru­sze­nie, ja­kie w ca­łym szpi­talu wzbu­dził przy­stojny ak­tor. Bruno ko­niecz­nie chciał od razu opuścić oddział i wrócić na plan zdjęciowy. Doszło na­wet do słow­nej sprzeczki z le­ka­rzem, który ko­niecz­nie chciał za­trzy­mać ak­tora. Pani Maria z uśmie­chem wspo­mina to wyda­rze­nie, bo le­karz był nie­zwy­kle ni­ski, co przy ro­słym wzro­ście O'Yi (aktor miał 2 metry wzrostu) wyglą­dało to bar­dzo za­baw­nie. O’Ya oczy­wi­ście po­sta­wił na swoim. 


Ze wzro­stem gwiazdy „Wilczych ech” wiąże się także za­bawna aneg­dota. W „Widnokręgu” bo­wiem, napisano, że Bruno ma 2,07 m wzro­stu. Oburzony ta in­for­ma­cją ak­tor zro­bił eki­pie awan­turę, a nawet usi­ło­wał od­mó­wić wy­stępu przed ka­merą do czasu spro­sto­wa­nia tych da­nych.  – Mam dwa me­try i ani mi­li­me­tra wię­cej – mówił.

Korzystając z po­bytu Bruno O’Yi, który był także pio­sen­ka­rzem, Powiatowy Ośrodek Instrukcyjno-
Metodyczny w Ustrzykach Dolnych zor­ga­ni­zo­wał kilka jego re­ci­tali, w cza­sie któ­rych pu­blicz­ność oklaskiwała jego mo­no­logi i pio­senki śpie­wane przy akom­pa­nia­mencie gi­tary. Na za­koń­cze­nie zdjęć do filmu od­była się też huczna impreza.



Reżyser „Wilczych ech” – Aleksander Ści­bor-Rylski w jed­nym z wy­wia­dów tak opowiadał o pracy nad filmem: – Chciałem stwo­rzyć ja­kiś pol­ski od­po­wied­nik we­sternu. Zdy­na­miczną ak­cją, bra­wu­ro­wymi przygodami, strze­la­nina, ga­lo­pa­dami koń­skimi i to wszystko na tle su­ro­wego biesz­czadz­kiego kra­jo­brazu – za­powia­dał re­ży­ser.

I trzeba przyznać, że mu się to udało. Choć „Wilcze echa” powstały prawie pół wieku temu, to film i aktorzy, w którzy w nim zagrali, zapisali się w pamięci widzów na dobre. Co prawda, niepowtarzalny Bruno O'Ya w tym filmie tylko "wygląda", gdyż głosu użyczył mu Bogusz Bilewski, który miał serce jak dzwon (szczególnie w reklamie). Partnerką głównego bohatera jest wspaniała Irena Karel – polski symbol seksu lat 60. W filmie zagrał też Mieczysław Stoor, aktor, który kilka lat później zginął tragicznie ulegając zaczadzeniu we śnie podczas kręcenia filmu Gniazdo” w reż. Jana Rybkowskiego. 

Bruno O'ya
Irena Karel
Bogusz Bilewski
Mieczysław Stoor



poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Czy Kondratiuk oszalał?

...czyli najlepsze teksty z „Hydrozagadki”! A „Hydrozagadka” to totalne jaja: z systemu, z kina socrealistycznego, z amerykańskich superbohaterów – ale czy z widzów też? O genezie pomysłu na ten całkowicie zwariowany film pisaliśmy TUTAJ. Andrzej Kondratiuk doskonale wiedział, co robi reżyserując ten film i budując poszczególne kwestie i dialogi, ale pierwsze reakcje widzów i krytyki były dla niego miażdżące. 

„Hydrozagadka” zadebiutowała w telewizji 30 kwietnia 1971 roku, a jej druga emisja nastąpiła 3 miesiące później. Tak się złożyło, że w tym czasie Polska zmagała się z falą upałów nie mniejszą niż to, co działo się w naszym kraju przez poprzednie kilka tygodni. Dziś słów kilka o reakcjach na „Hydrozagadkę” ponad 40 lat temu i krótki przegląd najbardziej kultowych kwestii z tego nietuzinkowego filmu!

rys. Daniel Baum
Natychmiast po telewizyjnej premierze „Hydrozagadki” na łamach „Życia Warszawy” zagrzmiał niczym letnia burza Stanisław Grzelecki:

„Upał, który w pewnych okolicznościach może doprowadzić do szaleństwa, na pewno w większości z nas wzmaga drażliwość w stopniu grożącym wybuchem, awanturą. I oto, zmęczeni upałem, siadamy przed telewizorem, licząc na chwile wypoczynku. Pojawia się Kondratiuk ze swoim filmem, robi miny, przedrzeźnia, żongluje nonsensami i wymęczonym widzom każe się domyślać, do kogo robi miny, skąd czerpie nonsensy. Oczywiście Kondratiuk nie może odpowiadać za skutki upału w postaci naszej zwiększonej drażliwości. Na jego miejscu sprzeciwiałbym się pokazywaniu w telewizji „Hydrozagadki” właśnie w tych dniach. O chłodzie inaczej przyjmowalibyśmy ten film”.

Sam Kondratiuk tak wspomina to, co działo się po premierze:

„Strasznie nas opieprzono za tę „Hydrozagadkę”. Pisano, że to zupełnie niepoważne i apelowano, aby nie dawać mi więcej kamery do ręki. Moi rodzice to wszystko czytali, a ja się bardzo wstydziłem".

Na szczęście nie porzucił reżyserskiej kariery. Dzięki temu w kolejnych latach na ekrany weszły jego kolejne filmy, w tym z legendarnym duetem Jan Himilsbach-Zdzisław Maklakiewicz, które już na samym początku naszego cyklu To trzeba zobaczyć! Wam polecaliśmy, czyli „Wniebowzięci” i „Jak to się robi”. Sam Kondratiuk w swym dużo późniejszym filmie „Wrzeciono czasu” powtórzył kultową kwestię Doktora Plamy: „Komary rypią”. 

Dziś, gdy „Hydrozagadka” ma już ponad 40 lat, całe pokolenia widzów powtarzają nie tylko te słowa, ale wiele innych kwestii i dialogów, które do tego filmu stworzył Kondratiuk. Wybraliśmy dla Was te, które według nas są najzabawniejsze. Zapomnieliśmy o czymś? :)

Pani Jola: 
Nie jestem z cukru, nie obawiam się deszczu. Mam znakomitą parasolkę, wyrób krajowy, kupiłam w centralnym domu towarowym. Śmiało więc mogę wyruszyć za miasto.
Moi znajomi mają syrenkę, umówiłam się z nimi na wycieczkę, to miłe, młode małżeństwo...

 


Doktor Plama:

Język złota to jedyne esperanto.
Komary rypią. Przejdźmy do środka.

 


Maharadża:

Fizyka dla klasy 7. To jest genialne w swojej prostocie. Co za umysł. Pascal i Machiavelli w jednej osobie. Pan jest geniuszem!
Grunt, żeby scena rozegrała się przy brzegu, w końcu to jest widowisko.

 


Profesor Milczarek:

Nasz mózg elektronowy okazał się bezsilny, po wprowadzeniu danych wypluł wielki znak zapytania.
Pozwoli pan, że się przedstawię: jestem profesorem.
Przyczyny zła należy szukać u źródeł, inna metoda to absurd.



Marynarz:
Jak bym cię uderzył, to byś zginął z głodu, lecąc na Marsa.



Taksówkarz:
Napijmy się oranżady, ja płacę!




As:
Ponieważ szanuję dobro społeczne i spokój publiczny, nie wyrwę tych drzwi, aby rozprawić się z panem. Ta uprzejmość jest podejrzana.
Wiatr, wiatr, niepokój w naturze. Zaraz będzie burza. Dramat rozegra się w oprawie rozszalałych żywiołów.

A najlepsze dialogi to naszym zdaniem:



Jurek: Będziemy pili koktajl Głuszka, zdejm kapelusz.

Jola: Jurku, uspokój się!

Jurek: Czytam „Time” i „Epokę”, pijam tylko Ballantine'a, palę Winstony, dla Ciebie mam Wintermensy zagraniczne czekoladowe cygara. Zdejm kapelusz.

(...)

Jurek: Kładziemy się do łóżka, zdejm kapelusz!

Jola: Jurku, uspokój się!

Jurek: Będziemy uprawiać miłość francuską! Zdejm kapelusz!



Maharadża: Czy to jest Batman? 

Doktor Plama: Gorzej. Stosując nomenklaturę międzynarodową: Superman! 


Maharadża: Pan jest diabłem. 

Doktor Plama: Przede wszystkim estetą!



Taksówkarz: Już się trochę pocieszyłem, przypomniałem sobie, że jestem ubezpieczony w PZU. Ta oranżada jest bez bą... bez bąbelków.

As: TO ALKOHOL!!! NAJWIĘKSZA TRUCIZNA!!!



Rozmawiają As i Dróżnik:

As:  Proszę się obudzić. Niech pan wstanie. Budzę pana!

Dróżnik: Niech ryczy z bólu ranny łoś, zwierz zdrów przebiega knieje.

As: Ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś, to są zwyczajne dzieje.

As: Bredzi Pan!

Dróżnik: Nie, lubię Shakespeare'a.

As: To bardzo dobrze, lecz bardzo źle, że pan śpi na służbie! Muszę pana ukarać!

Dróżnik: Głowa mnie boli.. szum taki.. tu.. tu.. i tu. Byli jacyś ludzie, dawali butelkę, przystawiali do nosa.

As: Dlaczego dopiero teraz pan o tym mówi, gdzie jest ta butelka?!

Dróżnik: Tam.

As: ALKOHOL!!! Jest pan usprawiedliwiony. To na pewno sprawka doktora Plamy. Jak wyglądali ci ludzie?

Dróżnik: Zwyczajnie, jeden był w turbanie, drugi na czarno. Tylko ten trzeci wydawał mi się dziwny: liliput, przebrany za górala..? Udawał dziecko.

As: Padł pan ofiarą niecnego spisku. Gdyby morzyła pana senność, proszę napić się kawy. A na przyszłość radzę zachować czujność. Wagony znajdzie pan na bocznicy.

Dróżnik: Ale kim pan właściwie jest?

As: To nieważne! Ważne jest przestrzeganie przepisów BHP, zwłaszcza na kolei! Cześć!



Doktor Plama: Przepraszam, książę, ten chłopczyk ma kaca.

Maharadża: Rozumiem.


Wesołego września! :)

środa, 26 sierpnia 2015

Gwiazdy kina PRL na 4 łapach: Szarik (część 2)


rys. Daniel Baum
Kontynuujemy naszą opowieść o psiej gwieździe kina PRL numer jeden, czyli Szariku! Część pierwszą, w której opowiadamy o jego początkach w „Czterech pancernych i psie” znajdziecie TUTAJ. Dziś zaczniemy od anegdoty: Czy wiecie, że w dziejącej się nad syberyjską rzeką Ussuri części pierwszego odcinka „Czterech pancernych i psa” pod tytułem „Załoga”, w której Szarik jest jeszcze szczeniakiem, w scenie z tygrysem jego rolę gra szczeniak jamnika szorstkowłosego lub spaniela? Gdy scena ta była kręcona, twórcy serialu nawet nie przypuszczali, że ktokolwiek zwróci na to uwagę i że sam Szarik stanie się wymarzonym psem. Psem, który będzie przyciągał tłumy ludzi przed telewizory i na spotkania z ekipą „Czterech pancernych i psa”.

A popularność tego serialu była oszałamiająca! Ekipa filmowa odbyła dziesiątki spotkań w kraju i za granicą. „Pierwszy Radom zorganizował uroczystość, jesienią 66. Nie było tam co prawda aktorów, tylko czołg i pies milicyjny, ale i to wystarczyło” – czytamy w tygodniku „Stolica” z 1967 roku. Bohaterowie serialu spotkali się z młodymi widzami m.in.: z okazji Dnia Dziecka na boisku przed Domem Kultury na warszawskim Targówku; na stadionie Wisły Kraków podczas pokazu sprawności Milicji Obywatelskiej czy na ulicach Łodzi, gdzie czołg nie mógł przejechać przez miasto, a „aktorów i psa milicja uratowała przed nadmiarem entuzjazmu”. Szarik był „twarzą” (mordą?) wystawy psów rasowych w Warszawie w 1967 roku. Dzieci wręcz go ubóstwiały. Pies otrzymywał od nich tarcze szkolne, plakietki, laurki, medale i odznaczenia. 


W wywiadzie dla „Dziennika Bałtyckiego” Janusz Przymanowski ocenił, że film wywarł największe wrażenie na najmłodszych widzach, a jego największym sukcesem „pedagogicznym” miały być telewizyjne Kluby Pancernych, zrzeszające młodzież z całego kraju. Kluby prowadziły akcje propagandowe, wprowadzając dzieci w meandry historii najnowszej – m.in. organizowały spotkania z weteranami II wojny światowej. Młodzież wypełniała zadania polegające np. na ustaleniu daty wyzwolenia swojej miejscowości czy opisaniu pierwszego dnia po jej wyzwoleniu. Pancerniacy opiekowali się zimą zwierzętami, organizowali akcje sprzątania swojej okolicy, przygotowywali paczki świąteczne dla chorych dzieci, a nawet tropili kłusowników. W liście do redakcji jedna z drużyn przysłała mapę psich bud w swojej wiosce: „Było ich 14, z czego 12 zostało ocieplonych, a dwie nie, »bo się gospodarze sprzeciwili«. Pies głodny i zmarznięty jest ponoć bardziej zły. »Ale my nie ustępujemy. Wrzucamy przez parkan ulotki z napisem: Psy nie mogą marznąć!«”. Dziewczynki z załogi „Marusia” meldowały zaś, że w swojej szkole urządziły schronisko dla psów: „Mamy pięć psów i te psy nigdy nie będą już głodne”.

Członkowie klubów nosili odznaki wojsk pancernych, a dowódcy emblematy oficerskie, każdy nowy klubowicz przysięgał „strzec honoru załogi, wykonywać zadania Klubu, nieść pomoc innym, z uśmiechem pokonywać trudności”. Do drużyn zapisywano nie tylko podwórkowe Azory i Burki, ale także koty, ptaki, chomiki – „co kto miał”. Trudności z psem czołgistą były dość poważne: „Jedna z załóg, na przykład, zamiast psa znalazła dzikiego kota i jest w trakcie oswajania go”. Jak wspominał Przymanowski, „w całej Polsce dzieci stworzyły kilkanaście tysięcy załóg na wzór załogi z filmu. Wszystkie drużyny mają jako maskotki – żółwie, chomiki, koty; najwięcej jest jednak psów”.


Nie tylko młodzież uwielbiała Szarika. Na fali ogromnej popularności serialu ekipa filmowa została zaproszona na spotkanie do Pragi. Przed odlotem kapitan czechosłowackiego samolotu nie chciał nawet słyszeć, żeby pies leciał na pokładzie razem z pasażerami. Po wyjaśnieniach, że pies to filmowy Szarik, kapitan zaprosił go do swojej kabiny i przez całą podróż karmił smakołykami. Jak niedawno w jednym z wywiadów wspominał Szydełko, podczas spotkania w latach 70. w czechosłowackim Beneszowie prezydent tego miasta miała zaś opowiedzieć pewien dowcip, który świetnie oddaje sympatię, jaką darzono psiego aktora: „Kiedy w 1968 roku nastąpił najazd wojsk sprzymierzonych na Czechosłowację, ku granicy jechał także »Rudy« z Szarikiem. Ale kiedy czołg dojechał do granicy polsko-czechosłowackiej, Szarik zaczął straszliwie szczekać, wyskoczył z czołgu i mówi do pancernych ludzkim głosem: »Panowie, ja jestem psem, a nie świnią«. I nie przeszedł granicy”. Podczas spotkania ekipy filmowej z fanami w Łodzi w 1967 roku aktorzy otrzymali od miłośników serialu kwiaty, a Szarik „uhonorowany został godnym swych zasług kawałem kiełbasy”. Dział kulturalny „Dziennika Bałtyckiego” zachęcał do nabycia książki Przymanowskiego z autografami głównych bohaterów serialu i oczywiście z odciskiem łapy Szarika.




Na temat odtwórcy roli Szarika w polskiej prasie można było znaleźć wiele ciekawych historii. Rolę Szarika odtwarzały trzy różne psy tej samej rasy - najczęściej był to Trymer, który oblał egzamin z tropienia i miał być wycofany ze służby w MO ze względu na niskie wskaźniki agresji, ale na planie filmowym był genialny. Inne to Spik i Atak. Ten ostatni był silnym i pobudliwym psem i nadawał się do scen wymagających wysiłku i kondycji. Wystąpił również w „Stawce większej niż życie” w odcinku „Hotel Excelsior”! Wyglądem różnił się od Trymera, dlatego przed zdjęciami podobno musiał być charakteryzowany w zakładzie fryzjerskim. 

Dziś Trymer stoi wypchany w jednostce szkolenia psów policyjnych w Sułkowicach. Ech...