środa, 11 grudnia 2013

Zapowiedź: Janusz Kłosiński i stan wojenny

Nadszedł czas na to, żeby podzielić się z Wami trzecią częścią naszej tekstowej opowieści o Kłosińskim. Jeszcze dziś wrzucimy ją na bloga i w ten sposób w kilku akapitach przybliżymy Wam ten moment jego wielkiej kariery, który po 1981 r. właściwie ją zakończył.

Ale znajdziecie tam też dobrą wiadomość. Ba! Bardzo dobrą, i to przede wszystkim dla nas-widzów.
Zaglądajcie na: http://ikonysrebrnegoekranu.blogspot.com/


wtorek, 10 grudnia 2013

Nowy wywiad!

Na stronie głównej portalu cinema.pl pojawił się dzisiaj szczery i obszerny wywiad z Jarkiem Antoszczykiem, reżyserem "Ikon srebrnego ekranu". Przeczytacie w nim o cieniach i blaskach naszej pracy nad tym filmem, i o tym, co jest w tym wszystkim najtrudniejsze:

http://cinema.pl/newsy-dnia/1675-kopanie-w-polskiej-filmografii.html



Na planie z Mikulskim
źródło: materiały Studia Filmowego Hybrys
Pozdrawiamy,
Ekipa Studia Filmowego Hybrys

wtorek, 3 grudnia 2013

Niespotykanie spokojny aktor o stu twarzach (Część 2)





W naszym opowiadaniu o Kłosińskim zatrzymaliśmy się na końcu lat 60. Tutaj możecie przypomnieć sobie, jak zaczynał i u kogo stawiał pierwsze kroki.

Ale wracając do końca lat 60.:
Kłosiński znów pojawił się u Hasa, tym razem w „Lalce”. Zagrał także w innym kolorowym filmie, „Wilczych echach” Ścibora Rylskiego. W 1969 r. w filmie „Znaki na drodze” znakomicie wcielił się w rolę mechanika Waśki, a w „Tylko umarły odpowie” w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego w bardzo sugestywny sposób odegrał postać Marczuka vel Malika, członka szajki szpiegowskiej.

W tym samym roku znów spotkał się z Tadeuszem Chmielewskim, tym razem na planie komedii, którą zna każdy, czyli „Jak rozpętałem II wojnę światową”. Pamiętajmy jednocześnie, że w tym samym czasie cały czas grał jeszcze w „Czterech pancernych i psie”! Tak na marginesie:

Czy wiecie, że...
... na lotnisku szybowcowym na zachodnim krańcu Aleksandrowa zbudowano makietę Bramy Brandenburskiej do „Kierunku Berlin” z 1968 r. Passendorfera?
Michał Szewczyk w rozmowie z Jarkiem Antoszczykiem wspomniał, że kierownictwo planu „Czterech pancernych i psa” poprosiło twórców „Kierunku Berlin” o nierozbieranie tej makiety. Zależało im na tym, aby użyć jej w kilku dodatkowych odcinkach i Passendorfer się zgodził.

Brama Brandenburska pod Aleksandrowem Łódzkim, źródło: prywatne archiwum Michała Szewczyka

Ta sama makieta Berlina zagrała również w filmie dokumentalnym „Berlinerstrasse”  w reżyserii Janusza Chodnikiewicza z 1970 r. Co ciekawe, powstawała ona w konsultacji z autentycznymi świadkami tamtych wydarzeń, piechurami Wojska Polskiego, który 1 maja 1945 r. faktycznie szturmowali Berlin wraz z Armią Czerwoną i również w filmie Passendorfera pełnili rolę konsultantów.  

A oto nigdzie niepublikowane dotąd fotosy z tamtego miejsca, które udostępnił nam Michał Szewczyk:

Zwycięstwo!
źródło: prywatne archiwum Michała Szewczyka
źródło: prywatne archiwum Michała Szewczyka
źródło: prywatne archiwum Michała Szewczyka

I jeszcze jedna sprawa:
Dokument „Berlinerstrasse” Chodnikiewicza realizowała Wytwórnia Filmowa „Czołówka”, której szefem był przez jakiś czas Mosze Lifszyc, znany jako Aleksander Ford. Ford jako pułkownik WP  po wojnie przywiózł do Polski rozszabrowane zbiory filmowe Goebellsa, ministra propagandy i oświecenia publicznego w rządzie Hitlera, i w Łodzi utworzył pierwszą wytwórnię filmową – tę, która do dziś mieści się na ul. Łąkowej. Do „Czołówki” trafiły najnowocześniejsze kamery i osprzęt filmowy. Wszystko to zostało rozebrane w Niemczech, przewiezione w częściach i w Łodzi na powrót poskładane w całość.
W 1968 r., gdy Gomułka wyrzucił Forda z „Czołówki”, ten wyjechał najpierw do Izraela, gdzie zaproponowano mu odtworzenie izraelskiej kinematografii, ale odmówił. Potem udał się do Stanów Zjednoczonych i tam w 1980 r. w pokoju hotelowym popełnił samobójstwo.

Aleksander Ford, źródło: http://www.kino-teatr.ru/kino/director/euro/176282/foto/60019/

Wróćmy jednak do Kłosińskiego. Początek lat 70. przyniósł kolejny już w jego karierze serial, czyli „Doktor Ewę” w reżyserii Henryka Kluby. Jakiś czas później jego drogi znów skrzyżowały się ze Stanisławem Jędryką, u którego zagrał w „Podróży za jeden uśmiech”. W 1972 r. na chwilę wszedł przed kamerę w adaptacji jednego z opowiadań Marka Nowakowskiego pt. „Siedem czerwonych róż, czyli Benek kwiaciarz o sobie i o innych”, gdzie genialnie zagrał bogatego badylarza:

Siedem czerwonych róż
1973 r. to w karierze Kłosińskiego przede wszystkim kolejne spotkanie z Passendorferem na planie „Janosika”, w którym zagrał zbójnika Kuśmidra. Rok później, w 1974 r. wystąpił w „Nie ma mocnych” w roli omamionego żądzą polowania myśliwego, który czai się w lesie na dzika. W roli dzika wystąpiła umazana sadzą świnia należąca do filmowego Pawlaka.

zdjęcia świni en face niestety nie udało się znaleźć
Też w 1974 r. znalazł się w jednym z odcinków krótkiego serialu telewizyjnego „Najważniejszy dzień życia”, a potem trafił na plan „Czterdziestolatka” Jerzego Gruzy, gdzie zadomowił się już na dłużej i grał rolę dyrektora Wincentego Wardowskiego. Rok 1975 przyniósł rolę u Stanisława Barei w „Niespotykanie spokojnym człowieku” i do dziś jest to niekwestionowanie ulubiona rola samego Kłosińskiego.

Warto wrócić na chwilę do jednego z odcinków „Czterdziestolatka”, w którym postać grana przez Kłosińskiego wspomina swoje początki w zawodzie inżyniera. Młodego Wardowskiego we wspomnieniach tych odgrywa Holoubek, a jego przygody to w rzeczywistości perypetie postaci, którą Kłosiński  zagrał w filmie „Piątka z ulicy Barskiej”.  „Piątka z ulicy Barskiej” to wyjątkowy przypadek w polskiej kinematografii – ten kolorowy film propagandowy z doskonałą obsadą w 1954 r. zgarnął nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes (zobaczcie sami).
W 1976 r. Kłosiński znów zagrał u Jędryki, tym razem w serialu „Szaleństwa Majki Skowron”, a rok później u boku Krzysztofa Majchrzaka rewelacyjnie zagrał rolę stajennego „Wibracyjnego” w komedii „Wesołych Świąt” w reżyserii Jerzego Sztwiertni. Również w 1977 r. zagrał wraz z Januszem Gajosem w filmie „Milioner” i ponownie znalazł się w obsadzie „Lalki” – tym razem w wersji serialowej kręconej na potrzeby emisji w telewizji.

1978 r. to kolejna rola u Jędryki, tym razem w „Zielonej miłości” i ponowna współpraca z Andrzejem Konicem, u którego zagrał majora Nikolajdisa, członka greckiej junty, w kiedyś bardzo cenionym serialu „Życie na gorąco”. Scenariusz „Życia...” wyszedł spod piór tych samych scenarzystów, którzy pracowali przy „Stawce większej niż życie”.

Michał Szewczyk, Janusz Kłosiński i Ewa Chwiałkowska
Michał Szewczyk i Janusz Kłosiński, telewizyjny cykl sztuk sensacyjnych "Kobra"
Potem Kłosiński grywał też w mniej znanych serialach zwanych produkcyjniakami, aż wreszcie w 1980 r. trafił na plan „Domu” Jana Łomnickiego. Nie spodziewał się jednak, że lata 80. będą ostatnią dekadą jego wielkiej kariery.  Chodzi oczywiście o stan wojenny i konsekwencje, jakie Kłosiński poniósł po tym, gdy oficjalnie poparł jego wprowadzenie. Kto z Was pamięta tę sytuację?

wtorek, 26 listopada 2013

Jarosław Antoszczyk kończy 38 lat

Dziś swoje 38. urodziny obchodzi reżyser "Ikon srebrnego ekranu" Jarosław Antoszczyk.

Jarku, wszystkiego najlepszego! Oby film Ci się nie urwał!


wtorek, 19 listopada 2013

Niespotykanie spokojny aktor o stu twarzach (Część 1)





Niegdyś wspaniały, uwielbiany, z ogromnym dorobkiem artystycznym... Dziś zapomniany.

Janusz Kłosiński dziś, czyli 19 listopada 2013 r. kończy 93 lata.  Nadal pracuje (!), ale właściwie już tylko w Polskim Radiu jako aktor popularnego słuchowiska „W Jezioranach”. Gdy czuje się gorzej, to radio przyjeżdża na nagrania do jego mieszkania. Gdy czuje się bardzo źle, nagrywa swoje kwestie przez telefon.

Janusz Kłosiński i inni aktorzy słuchowiska "W Jezioranach"
źródło: www.polskieradio.pl
Dla jednych stał się legendą dzięki roli Czernousowa w „Czterech pancernych...”, inni pamiętają go z głównej roli w telewizyjnej komedii z 1975 r. „Niespotykanie spokojny człowiek”.

Niespotykanie spokojny człowiek
źródło: Filmoteka Narodowa
Kłosiński urodził się w 1920 r. w Łodzi i mieszkał przy ul. Przędzalnianej w słynnych familokach na Księżym Młynie. Aktorem został przez przypadek. Tuż po końcu II wojny światowej nie wiedział, co ze sobą zrobić. Jadąc tramwajem przeczytał ogłoszenie o naborze do szkoły teatralnej, a ponieważ doskonale orientował się w polskiej literatura klasycznej, to postanowił spróbować i... udało się!
  
Ten wielki aktor – jeszcze zanim ukończył w 1948 r. szkołę – debiutował w 1945 r. w teatrze. W 1946 zagrał w pierwszym polskim filmie powojennym, czyli w „Zakazanych piosenkach” Leonarda Buczkowskiego, gdzie wcielił się w rolę gestapowca.
W kolejnych latach zagrał takich filmach, jak na przykład „Żołnierz zwycięstwa”, „Celuloza”, czy „Wraki”. We „Wrakach” w reżyserii Czesława Petelskiego zagrał kapitana statku. Warto wiedzieć i pamiętać, że był to jeden z pierwszych polskich filmów kolorowych!

Wraz z upływem kolejnych lat i ról w 1960 r. zagrał Żegotę, właściciela pałacu, w ekranizacji powieści Kornela Makuszyńskiego „Szatan z siódmej klasy”. To właśnie jego wizerunek w szatach z różnych epok zdobił ściany pałacowej sali, majacząc w tle komediowo-przygodowych potyczek bohaterów:

Szatan z siódmej klasy, a na ścianach portrety Kłosińskiego
Trzeba przyznać, że bez względu na to, czy pojawiał się na pierwszym planie, drugim planie, czy na portrecie, każda jego rola była wyjątkowa. Wyróżniał się bowiem i grą aktorską i aparycją, i to ten drugi czynnik decydował o tym, że obsadzano go często w rolach komediowych. Mimo to nie sposób go zaszufladkować – miał i ma sto aktorskich twarzy, bo nie unikał wymagających ról dramatycznych, a nawet tych kryminalno-szpiegowskich.
 
Na szczególną uwagę zasługuje jego rola w „Ogniomistrzu Kaleniu” z 1961 r. Ten film to dla wielu przykurzona, ale mimo to prawdziwa perełka polskiej kinematografii. U boku Wiesława Gołasa, tytułowego ogniomistrza, Kłosiński zagrał tam majora Żubryda, dowódcę oddziału WiN. Rok później spotkał się na planie z, jak się kilka dekad później okazało, swoimi wrogami politycznymi, którzy mieli wtedy dopiero po kilka lat, czyli z bliźniakami Kaczyńskimi, z którymi zagrał w „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. Tę sprawę przybliżymy Wam dopiero w kolejnych postach.

Od 1963 r. regularnie grywał w kilku produkcjach rocznie. I tak w 1964 r. był wspólnikiem Fagasa w „Kryptonimie nektar”. Zagrał też u Wojciecha Jerzego Hasa w „Rękopisie znalezionym w Saragossie”. Później wystąpił w „Playboyu zachodniego świata”, adaptacji sztuki Johna Millingtona Synge’a, a następnie wcielił się w rolę dyrektora cyrku w serialu kryminalnym „Kapitan Sowa na tropie” w reżyserii Stanisława Barei. Obok serialu „Babara i Jan” był to pierwszy polski serial kryminaly.

1966 r. był wyjątkowym i pracowitym rokiem dla Kłosińskiego. To wtedy u boku Stanisława Mikulskiego zagrał w „Powrocie na ziemię” Stanisława Jędryki (parę słów o Jędryce znajdziecie tutaj) „Pieczonych gołąbkach” Tadeusza Chmielewskiego i w kilku odcinkach serialu „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa”. W tym samym roku znakomicie wykreował rolę Janusza Koszajtisa w komedii „Kochajmy syrenki” według pomysłu Jacka Fedorowicza.

Nie pierwszy raz u boku Mikulskiego
Najważniejsza jednak miała okazać się rola Czernousowa w kultowym już serialu „Czterej pancerni i pies”. To właśnie w 1966 r. pierwsza seria pancernych wchodziła na ekrany telewizorów i niemal natychmiast szturmem podbiła serca Polaków. W tamtym czasie Kłosiński mimo intensywnej pracy przy „Czterech...” wyrywał się na plan „Stawki większej niż życie”, gdzie w 1967 r. zagrał Filipa działającego jako dentysta Sokolnicki – także w scenach z Mikulskim i Karewiczem. Rok później zagrał rolę pasera Poniatowskiego u Juliana Dziedziny w „Ortalionowym dziadku”.

Tu w "Stawce...", u boku Karewicza
Lista jego ról jest bardzo długa. Współcześni aktorzy rzadko mają okazję zagrać w całym swoim życiu tyle ról w tak wielu kultowych filmach i serialach, tak jak to było w przypadku Kłosińskiego. Zresztą jeszcze w tym tygodniu przypomnimy Wam, gdzie jeszcze mogliście go zobaczyć, ale już teraz mamy do Was BARDZO WAŻNE pytanie:

Z jakich sztuk teatralnych, filmów lub seriali pamiętacie Kłosińskiego najlepiej?


Zdjęcie z naszej rozmowy z Januszem Kłosińskim w jego warszawskim mieszkaniu


Zespół Studia Filmowego Hybrys

poniedziałek, 18 listopada 2013

Zapowiedź: Janusz Kłosiński kończy 93 lata

W odpowiedzi na liczne listy i prośby, aby na naszej stronie zagościli również czterej pancerni wraz z psem Szarikiem, spełniamy czym prędzej Państwa sugestie. Tak się składa, że jutro, czyli 19 listopada 2013 r. swoje 93 urodziny obchodzi Janusz Kłosiński, niezapomniany starszy sierżant Czernousow z "Czterech pancernych i psa", znany również jako zbójnik Kuśmider z "Janosika", dyrektor Wardowski z "Czterdziestolatka", ale tak naprawdę to "Niespotykanie spokojny człowiek". 

Wraz z ekipą Studia Filmowego Hybrys odwiedziliśmy Pana Janusza w jego mieszkaniu. Mamy z tej wizyty wiele interesujących historii i opowieści dotyczących Pancernych, ale nie tylko. Część z nich, specjalnie dla fanów "Ikon srebrnego ekranu" przedstawimy już jutro. Panu Januszowi zaś życzymy 200 lat!

Niespotykanie spokojny człowiek, naprawdę!

Pozdrawiamy, 
zespół Studia Filmowego Hybrys

wtorek, 12 listopada 2013

PRL, moje życie, mój film (Część 1)




Dzisiaj parę słów o Jarosławie Antoszczyku, czyli reżyserze cyklu „Ikony srebrnego ekranu”. Chciał być aktorem, został reżyserem, ale zdarza mu się czasem grywać w filmach lub serialach.

Przez jakiś czas był prezesem Klubu Sportowego Start w Łodzi i ma też na koncie własne sportowe  sukcesy, ale wybrał kręcenie filmów i na tym punkcie ma zdecydowanie największego hopla.

W PRL-u przeżył tylko pierwszych 14 lat swojego życia, ale wiele dat, nazwisk i szczegółów z planów zdjęciowych pamięta lepiej, niż aktorzy i reżyserzy występujący w „Ikonach srebrnego ekranu”, mimo że często rozmawiają z nim o filmach, które powstawały, gdy go na tym świecie jeszcze nie było.


Zabawa w Boga


Do tego właśnie Antoszczyk porównuje reżyserię. Zawsze powtarza, że to dla niego kreowanie świata wedle własnej wizji, na swój kształt i podobieństwo. 

Plan zdjęciowy w Pilchowicach
Brzmi arogancko, ale patrząc na filmy, które dotychczas zrobił, widać, że głównie zajmuje się dokumentem, a pozostałe jego produkcje to mieszanka filmu fabularnego z eksperymentalnym, często ze sporą dozą humoru, celowym kiczem  i zabawą stereotypami.
Widzieliście „Klepsydrę”? Jeśli nie, to wrzucamy ją tutaj, a kiedyś opowiemy Wam, skąd wziął się pomysł na ten krótki film, bo kontekst jest dość mroczny i tylko dowodzi temu, że jeśli trzeba, to Antoszczyk dobrowolnie spędzi popołudnie nawet w prosektoryjnej chłodni. Rzecz jasna, nie pustej...


Druga strona kamery


Od czasu do czasu, z czystego sentymentu do aktorstwa, wciela się w różne role. Gra dla frajdy, dlatego nie unika udziału nawet w tak ciekawych produkcjach, jak „Malanowski i Partnerzy”...
Odcinek z jego udziałem już jest dostępny na stronie stacji telewizyjnej, której nazwa zaczyna się na literę P. Ostrzegamy, to materiał dla ludzi o mocnych nerwach :)
 
Już po wieku widać, że telewizja kłamie
Malanowski cierpliwie słucha rozpaczliwej opowieści klienta

Między oczy


Urodził się w Łodzi w 1975 r. i większość jego dzieciństwa, które przypadło na ostatnie lata PRL-u, upłynęła pod znakiem boksu. Tamte czasy kojarzą mu się głównie z chodzeniem 5 razy w tygodniu na treningi bokserskie na łódzki Widzew i życiem bez pośpiechu. 
W zdrowym ciele...
Kilka lat temu, na potrzeby krótkometrażowego filmu fabularnego „Wściekły cielaczek” znów założył rękawice i wszedł na ring, ale powtarza, że na co dzień woli rozmawiać, niż się bić. 

Rozmowa

Fascynacja PRL-em


Choć nie może zbyt wiele pamiętać z własnego życia w czasach PRL-u, to przy okazji studiów na Wydziale Realizacji Obrazu Filmowego, Telewizyjnego i Fotografii łódzkiej WSSiP zaczął na dobre interesować się przemysłem filmowym Polski Ludowej. Zdaniem Antoszczyka, paradoksalnie to w tamtych latach powstawały najlepsze filmy i seriale, a nawet jeśli pojawiały się wśród nich reżyserskie lub aktorskie gnioty, to z upływem lat i tak zyskały na wartości, bo dzięki swojej autentyczności lepiej niż którykolwiek współczesny dokument oddają klimat Polski z czasów PRL-u.
źródło: katafel.blog.pl
To oczywiste, że kilka dekad temu każde polskie miasto wyglądało inaczej, ale czy to nie jest dziwne zobaczyć, że miejsca, które znamy  i pamiętamy niby od zawsze, kiedyś naprawdę nie istniały?
Jeśli ktoś z Was miał okazję zobaczać „AmbaSSadę” Machulskiego, to widział w niej Warszawę bez Pałacu Kultury i Nauki.

Jeszcze ciekawsze i dziwniejsze wrażenie daje materiał Gazety Wyborczej, w który pokazuje zdjęcia współczesnej Warszawy zestawione z Warszawą z czasów „Nie lubię poniedziałku”. Zobaczcie sami.
 
źródło: wczorajidzis.blogspot.com

Znacie Nonsensopedię? To taka Wikipedia z przymrużeniem oka. Według tego źródła (skrótowo), praca magisterka to utwór o długim i, co najważniejsze, niezrozumiałym tytule, który jest ostatnim etapem tortur w ramach edukacji wyższej (pełna definicja tutaj).
W przypadku pracy magisterskiej Jarka Antoszczyka było inaczej. Pisał o wpływie twórczości i osobowości Marka Hłaski na polską kinematografię lat 50. i 60. i przygotowując tę pracę spotykał się z reżyserami i aktorami, którzy z Hłaską współpracowali, czyli m.in. Emilem Karewiczem (który był idolem Hłaski), Romanem Kłosowskim, Stanisławem Jędryką, czy Ryszardem Filipskim. Po którymś z tych spotkań wpadł mu do głowy pomysł na „Ikony srebrnego ekranu”.

Myślicie, że w dobie celebrytów i komercji warto grzebać w historii i przypominać, jak w PRL-u robiło się karierę filmową?

Antoszczyk ze Stanisławem Mikulskim

Studio Filmowe Hybrys