poniedziałek, 27 stycznia 2014

Zapowiedź: Brytyjska klęska pod Hłaską

Bierzemy na tapetę klan Foglów. Pamiętacie aktora, reżysera, dyrektora teatralnego i scenografa Aleksandra Fogla? Ma swoją gwiazdę na łódzkiej Alei Gwiazd

Aleksander Fogiel
źródło: http://encyklopedia.szczecin.pl/wiki/Aleksander_Fogiel
 Pozdrawiamy!
Studio Filmowe Hybrys

środa, 22 stycznia 2014

Bufetowi ludzie


Roman Kłosowski, szerokiej publiczności znany między innymi jako Maliniak z "Czterdziestolatka", oprócz filmów według opowiadań Hłaski wystąpił także z bohaterem naszego serialu, Stanisławem Mikulskim, w filmie "Cień" z 1956 r. w reżyserii Jerzego Kawalerowicza oraz w debiucie reżyserskim Tadeusza Chmielewskiego "Ewa chce spać" z 1957 r.

Człowiek bardzo serdeczny, bardzo rozmowny, bardzo utalentowany i bardzo charakterystyczny. Dziś nie tylko w wersji tekstowo-zdjęciowej, bo również w nagraniu, które znajdziecie na samym końcu posta.

Zdjęcie zrobione podczas Wigilii, na której w domu Romana Kłosowskiego gościł Jarosław Antoszczyk
źródło: Studio Filmowe Hybrys
Jarosław Antoszczyk: W jakich projektach opartych na tekstach Marka Hłaski brał Pan udział?

Roman Kłosowski:
Mnie się wydaje, że we wszystkich polskich filmach. Zaczęło się to od „Pętli”, potem „Baza ludzi umarłych’, „Ósmy dzień tygodnia” i „Sonata marymoncka”. Największy udział miałem w „Bazie ludzi umarłych”, jakoś tak mnie Marek musiał wcześnie poznać, bo to jego była propozycja. Jeżeli chodzi o „Pętle” to miałem przyjemność z panem Hasem pracować, i z Holoubkiem. Myśmy tam grali coś pod ziemią. Tam także poznałem Hłaskę w kuluarach, w bufecie, bo on tam przyjeżdżał i rozmawiał z nami. „Sonata marymoncka” jest powiązaniem z „Bazą ludzi umarłych” w latach osiemdziesiątych. 


Roman Kłosowski w "Sonacie marymonckiej"
źródło: Studio Filmowe Hybrys

J.A.: Czy znał Pan Marka Hłaskę osobiście czy z relacji osób trzecich?

R.K.:
Hłaskę poznałem od strony, że tak powiem trochę bufetowej, bo był to też człowiek bufetowy. Poznałem go na bankietach we Wrocławiu. On bywał wtedy z taką panią Agnieszką Osiecką. To była jakaś sympatia między nimi, bo wiem, że jak zatańczyłem z Osiecką, to chciał mnie udusić. Potem się z nim spotykałem w trakcie pracy w „Bazie ludzi umarłych”, bo on miał tam potem jakiś konflikt z reżyserem, bo nie odpowiadało mu zakończenie, że potem nie wiem, czy nie wycofał swojego nazwiska. Hłasko był człowiekiem bardzo barwnym, bardzo emocjonalnym. Nie miałem z nim innych kontaktów poza filmowymi i poza „restauracyjnymi”. Pamiętam, we Wrocławiu przyjechał na taki pokaz, no i bardzo uwielbiał Emila Karewicza. Mówił, że to najlepszy aktor na świecie. A ja uważam, że Hłasko jest jednym z najciekawszych pisarzy przełomu pokoleniowego i przełomu socrealizmu w tzw. Nową Falę, którą przyniósł rok pięćdziesiąty szósty. Moje lata młodość to były właśnie te lata.


Ignacy Machowski, Roman Kłosowski i Gustaw Holoubek w "Pętli" Wojciecha Jerzego Hasa
źródło: Studio Filmowe Hybrys

Gustaw Holoubek i Roman Kłosowski w "Pętli" Wojciecha Jerzego Hasa
źródło: Studio Filmowe Hybrys
Jan Machulski (jako policjant), Roman Kłosowski i Gustaw Holoubek w "Pętli" Wojciecha Jerzego Hasa
źródło: Studio Filmowe Hybrys
J.A.: Jakim człowiekiem był Marek Hłasko?

R.K.:
Hłasko był człowiekiem bezpośrednim, bardzo impulsywnym nawet. Był zaskakujący w różnych reakcjach. Był bardzo sympatyczny w stosunku do mnie. Tam gdzie był Hłasko, tam zawsze znajdowałem się ja, w sensie filmowym. Uważam, że dzisiaj Hłasko jest pozycją literacką, która zostanie w historii polskiej literatury. On życie miał pogmatwane, pokręcone i tak właśnie skończył.

J.A.: Czy zna Pan jakieś anegdoty związane z Markiem
Hłasko?

R.K.:
To są pijackie anegdoty, o których nie chciałbym mówić (tak jak ta związana z Agnieszką Osiecką).

J.A.: W jaki sposób teksty Marka Hłaski i realizowane według nich filmy różniły się od typowej twórczości socrealizmu?


R.K.:
Ja mam szczęście tego typu, że ja grałem w filmach tego drugiego etapu, już po tzw. socrealizmie. Filmy, w których grałem u Munka, Kawalerowicza, to wszystko były już filmy z tego nowego okresu. One łamały konwencję socrealizmu, były bogate, wszechstronne. Wszystkie role, które grałem, były niejednowymiarowe, bo zarówno w „Ewa chce spać” to było jakieś zerwanie z konwencją, można było się pośmiać po raz pierwszy z milicji. Albo „Cień” Kawalerowicza. To wszystko było już inne. Ja byłem szczęściarzem, bo mogłem już grać role pełnowymiarowe, a nie utkane jakimś schematem socrealistycznym. Opowiadania Hłaski były barwniejsze, soczyste...

J.A.: Czy twórczość Marka Hłaski miała wpływ na polskie kino, a jeśli tak, to jaki?


R.K.:
W moim przekonaniu miała wpływ, dlatego, że literatura była rozszerzona, otwarta, postacie były krwiste i odchodziła od schematu dobry-zły. Człowiek był taki i taki, jak człowiek. I mnie się wydaje, że te późniejsze filmy, czy filmy moralnego niepokoju itd. wywodzą się z tego okresu. Sądzę, że to w sumie był fenomen otwarcia, odejścia od schematu.


A tutaj możecie posłuchać Romana Kłosowskiego:


Pozdrawiamy!  
ekipa Studia Filmowego Hybrys

czwartek, 16 stycznia 2014

Piękni dwudziestoletni

rys. Daniel Baum
Bikiniarze...
...czyli prawdopodobnie pierwsze polska subkultura młodzieżowa funkcjonująca w naszym kraju do końca lat 50. XX w. 
Cechą odróżniającą ich od reszty społeczeństwa było ekstatyczne umiłowanie muzyki jazzowej i kultury amerykańskiej. Przejawiało się to w charakterystycznym ubiorze: szerokiej marynarce (tzw. "na kilowatach"), wąskich spodniach, butach "na słoninie" - gumowej grubej podeszwie, fryzurze (tzw. "plerezie"), piratkach - jaskrawokolorowych skarpetkach i kolorowym krawacie, na którym najczęściej widniały gołe girlsy (według propagandy - uosobienie zbrodniczego ustroju kapitalistycznego, w którym to nie panowały żadne zasady). Szczególnie upodobaną barwą był kolor czerwony. Władze PRL aktywnie zwalczały ten ruch młodzieżowy, uważając go za przejaw kosmopolitycznych ciągotek i miłości do USA. Jednym z nich był Marek Hłasko, który czynił z nich głównych bohaterów swojej prozy. 

Dziś opowie o nim Michał Szewczyk – aktor, który stawiał pierwsze filmowe kroki w "Końcu nocy", filmie o bikiniarzach, który powstał według opowiadań Hłaski.

Michał Szewczyk
źródło: archiwum Studia Filmowego Hybrys
"Tango"
Pola Raksa i Michał Szewczyk
źródło: archiwum Studia Filmowego Hybrys


Jarosław Antoszczyk: W jakich projektach opartych na tekstach Marka Hłaski brał Pan udział?

Michał Szewczyk: „Koniec nocy”. To był film dyplomowy Pawła Komorowskiego, Wali Wesołowskiej i Julka Dziedziny, jeżeli chodzi o reżyserów, a Jurek Wójcik, Krzysio Depczyk i Krzysztof Winiewicz robili dyplom z operatorskiego. To było oparte na trzech nowelach Marka Hłaski, które były połączone jednym zdarzeniem i głównymi bohaterami. Należałem do tych bohaterów również. Oczywiście główną rolę trudno było tak do końca ustalić, czy to był Zbyszek Cybulski, czy Rysiek Filipski. My byliśmy (Mariusz Gorczyński i ja) z drugiego roku łódzkiej szkoły aktorskiej. Zbyszek Cybulski w tym filmie debiutował, jeżeli chodzi o ekran. Był jeszcze Romek Polański i cała plejada późniejszych gwiazd kina, jeśli chodzi o reżyserię. Bo wszyscy chłopcy, którzy byli na reżyserii, na trzecim, czwartym roku, również grali – między innymi grał tam Heniu Kluba.

Fotos z planu "Końca nocy"
źródło: Studio Filmowe Hybrys

To było również moje pierwsze doświadczenie. Marek Hłasko bywał na planie. W kawiarence obok kina „Wisła” robiliśmy najwięcej zdjęć plenerowych. W związku z tym najwięcej spędzaliśmy tam czasu, a ponieważ najwięcej zdjęć odbywało się nocą, to z konieczności byliśmy tam sami.

J.A.: Czy znał Pan Marka Hłaskę osobiście, czy z relacji osób trzecich?

M.SZ.: Jak wspomniałem, spotykaliśmy się na planie podczas zdjęć kręconych w kawiarence. Później Marek Hłasko wyjechał za granicę i nie mieliśmy z nim kontaktu, jedynie czytaliśmy jego prozę i wszystko, co się tam z nim działo na obczyźnie.

J.A.: Jakim człowiekiem był Marek Hłasko?

M.SZ.: On nie był gadatliwy. Ja go zapamiętałem w czarnej skórze, co mi się później skojarzyło z Agnieszką Osiecką, która też chodziła w tym okresie w czarnym skórzanym płaszczu. To był rekwizyt i jednocześnie strój Marka Hłaski. Ja go takiego zapamiętałem. Pił sporo kawy, alkohole też pewnie były... I dużo palił. Kochał słuchać. Zapamiętałem go jako fajnego, sympatycznego, ciepłego faceta. Później w tej prozie, którą pisał o matce i o domu jakoś tego nie wyczuwałem.


J.A.: W jaki sposób teksty Marka Hłaski i realizowane według nich filmy podstawie różniły się od typowej twórczości socjalistycznego realizmu?
M.SZ.: Jedna rzecz, która zwykle wyróżnia dobry tekst - prawda. Tam nie było żadnych podtekstów np. obrony socjalizmu jak na przykład w filmie „Ziemia”, w którym grałem.

Fotos z planu "Końca nocy"
źródło: Studio Filmowe Hybrys
J.A.: Czy twórczość Marka Hłaski miała wpływ na polskie kino, jeśli tak, to jaki?

M.SZ.: Myślę, że tak. Nawet to jego zetknięcie się jego ze szkołą filmową poprzez „Koniec nocy” miało, moim zdaniem, ogromny wpływ również na przyszłych twórców kina. Był tak młody, a pewne wzorce jakie zawarł w swoich opowiadaniach są wieczne, ponadczasowe.


I pomyśleć, że podobno w młodości Hłasko dorabiał wożąc drewno z lasu...

Zapowiedź: Piękni dwudziestoleni

14 stycznia na antenie Dwójki Polskiego Radia zorganizowano dzień z Markiem Hłaską. Gdyby żył, byłyby to jego 80. urodziny...

Skoro ostatnio coraz częściej wspomina się Marka Hłaskę, to tym lepiej, że my mamy ku temu jeszcze więcej okazji dzięki wywiadom, które na potrzeby serialu "Ikony srebrnego ekranu" przeprowadza Jarosław Antoszczyk. Jeszcze dziś na naszym blogu krótkie wspomnienie Michała Szewczyka i parę słów o pierwszej polskiej subkulturze.


źródło: automaticaeditorialblog.blogspot.com

piątek, 10 stycznia 2014

Ponad 2500 fanów na Facebooku!


Ledwo 2,5 miesiąca minęło odkąd założyliśmy bloga i fanpage "Ikon srebrnego ekranu", a już jest Was ponad 2500! Dziękujemy!

Żeby nie było, że nie dotrzymujemy danego słowa: spodziewajcie się konkursu (a nawet wielu konkursów) z bardzo wyjątkowymi nagrodami. Na razie wszystko jest jeszcze tajne i poufne, bo przygotowujemy dla Was takie nagrody, jakich nigdzie nie da się ot tak po prostu kupić... No dobrze, może i w jakimś stopniu da się kupić, ale ci z Was, którym się poszczęści, dostaną je w takiej formie, jakiej nie dadzą żadne pieniądze :)

Pozdrawiamy i dziękujemy, że jesteście na Facebooku i tutaj!
Studio Filmowe Hybrys

wtorek, 7 stycznia 2014

Ryszard Filipski o Marku Hłasce: Szczerze, ale niechętnie

rys. Daniel Baum
Ryszarda Filipskiego możemy zobaczyć między innymi w tak wielkich produkcjach, jak "Potop" Jerzego Hoffmana, ale też w innych – może i produkowanych na mniejszą skalę, ale nadal bardzo popularnych – filmach i serialach, jak na przykład "Ewa chce spać" w reżyserii Tadeusza Chmielewskiego, "Stawce większej niż życie" u boku głównego bohatera "Ikon srebrnego ekranu" Stanisława Mikulskiego, czy też wreszcie w "Końcu nocy" Juliana Dziedziny, Pawła Komorowskiego i Walentyny Uszyckiej.Za rolę swoje życia postrzega rolę majora Henryka Dobrzańskiego "Hubala", którą zagrał w filmie "Hubal" w reżyserii Bohdana Poręby. Był też współautorem dialogów do tego filmu.

"Hubal", źródło: http://wyborcza.pl/55,95892,2248509,,,,6960428.html
Zagrał również w główną rolę męską w "Brylantach pani Zuzy" z 1971 r. Był to film kolorowy stanowiący polską wersję hollywoodzkiego Bonda.
Filipski był także reżyserem filmu "Orzeł i reszka" z 1974 r., gdzie zagrał też główną rolę.
Współcześnie możemy zobaczyć go w "Pitbullu" Patryka Vegi.

Marek Hłasko był jednym ze scenarzystów "Końca nocy", a na jego planie jako asystent reżyserów pracował Roman Polański. Co ciekawe, na tamtym etapie Polański chciał być aktorem i w tym filmie odegrał także jedną z ról – rolę "Małego".

Ryszard Filipski
Tym razem Jarosław Antoszczyk przepytał Ryszarda Filipskiego o jego relację z Markiem Hłaską. Filipski niezbyt chętnie o niej opowiada. Dlaczego, przekonajcie się sami:


Jarosław Antoszczyk: W jakich projektach opartych na tekstach Marka Hłaski brał Pan udział? 
 
Ryszard Filipski: W fabularnym filmie „Koniec nocy”- Marek Hłasko pisał do tego scenariusza dialogi. Zdaje się, że grałem w średniometrażowej, fabularnej etiudzie szkolnej – także z dialogami Hłaski, ale tytułu etiudy nie pamiętam.

"Koniec nocy", źródło: archiwum Studia Filmowego Hybrys
"Koniec nocy", źródło: archiwum Studia Filmowego Hybrys
"Koniec nocy", źródło: archiwum Studia Filmowego Hybrys
J.A.: Czy znał Pan Marka Hłaskę osobiście, czy z relacji osób trzecich?

R.F.: Znałem bardzo dobrze Marka Hłaskę osobiście, no i rzecz jasna z relacji osób trzecich. W tamtych 50-60 latach ubiegłego wieku, gdy to Hłasko był modny, zapoznałem się również z jego dziełami.

J.A.: Jakim był człowiekiem?

R.F.: Nie chcę wyrażać opinii o moim zmarłym znajomym, tym bardziej, że nie byłaby ona zbyt pochlebna.  

J.A.: Czy zna Pan jakieś anegdoty związane z Markiem Hłaską?

R.F.: Znam kilka, ale nie uczestniczyłem w nich. Wszystkie odeszły w Marka alkoholowych oparach, nie warto wspominać...

J.A.: W jaki sposób teksty Marka Hłaski i realizowane według nich filmy różniły się od typowej twórczości socjalistycznego realizmu?

R.F.: Marek Hłasko na pewno nie jest przedstawicielem socrealizmu. On jest twórcą z pogranicza socrealizmu i postmodernizmu. Oczywiście ta granica jest dość rozciągnięta w latach. W czasach niechlubnej działalności Jean Paula Sartre’a i Simone de Beauvoir i ich filozofii egzystencjalnej, która wywołała rewolucję obyczajową, której skutki dziś tak doskwierają społeczeństwom, zaczęły się pojawiać indywidualności i różne kierunki, ale wszystkie w kontrze do zastanych porządków. Weźmy takie antypowieści, powieści gumy, neorealizm włoski w filmie, trzecia fala francuska itp. Indywidualności to Saganka, wspomniana Simone de Beauvoir, i także Marek Hłasko próbował się wpisać w te trendy. Mimo że pisał po polsku, trudno by go było wpisać ( może poza pierwszym zbiorkiem opowiadań „Pierwszy krok w chmurach”) w literaturę polską, bo Marek Hłasko Polską się nie zajmował. Dziś jest to pisarz wspominany z okazji rocznic, wspominany przez starszych wiekiem panów, którzy się kiedyś jego twórczością zachłystywali. Namówić dzisiaj młodych ludzi, żeby się na Hłasce wzorowali to syzyfowa, bezcelowa praca... 

J.A.: Czy twórczość Marka Hłaski miała wpływ na polskie kino, a jeśli tak, to jaki?

R.F.: Nie sądzę! W latach 60., 70., 80., 90. wpływ na polskie kino mieli reżyserzy: Wajda, Munk, Kawalerowicz, Hoffman, Zanussi, Kuc. No i oczywiście trochę władza – podobnie jak dziś. Niewiele się zmieniło...  może tylko to, że dziś pluje się na to, co wtedy gloryfikowali.  
Ryszard Filipski, źródło: archiwum Studia Filmowego Hybrys
 Zespół Studia Filmowego Hybrys



6 zdjęć, których nie znajdziecie nigdzie indziej

Zanim przejdziemy do kolejnego wywiadu o Hłasce – tym razem z Ryszardem Filipskim (i to już jutro) – chcemy pokazać Wam coś, czego nie znajdziecie nigdzie indziej. To zdjęcia, które w 5/6 pochodzą z prywatnego archiwum reżysera Jerzego Ridana, a które zrobiono na planie "Sonaty marymonckiej" będącej adaptacją pierwszej powieści Marka Hłaski. 1/6 to zdjęcie uwieczniające jedno ze spotkań jarka Antoszczyka z Olafem Lubaszenko.

Na fotosach zobaczycie między innymi Bronisława Pawlika, Romana Kłosowskiego i bardzo młodego Lubaszenko, który w tym czasie przechodził etap obsesyjnej fascynacji Hłaską. O tym, skąd ta fascynacja się wzięła, przeczytacie w poście "Reżyser pióra, literat kina, czyli o magnetyzmie Marka Hłaski".

"Sonata marymoncka", prywatne archiwum Jerzego Ridana
"Sonata marymoncka", prywatne archiwum Jerzego Ridana
"Sonata marymoncka", prywatne archiwum Jerzego Ridana
"Sonata marymoncka", prywatne archiwum Jerzego Ridana
"Sonata marymoncka", prywatne archiwum Jerzego Ridana
Jarosław Antoszczyk z Olafem Lubaszenko