wtorek, 1 listopada 2016

Andrzej Kopiczyński – Wspomnienie nie tylko o Czterdziestolatku

rys. Daniel Baum

Cała Polska znała go jako Czterdziestolatka. Nawet gdy dobiegał 80-tki, był kojarzony przede wszystkim z rolą w serialu komediowym Jerzego Gruzy, nagrywanym w latach 1974-77. Jednak, jak zaznacza
reżyser „Ikon srebrnego ekranu” Jarosław Antoszczyk, Kopiczyński był aktorem o szerokim wachlarzu ról i należy przypominać jego inne kreacje aktorskie. Kopiczyński od lat chorował na Alzheimera i jego stan był tak poważny, że od wielu tygodni nie opuszczał szpitala. Zmarł 13 października 2016 roku w wieku 82 lat. Dziś wspólnie z Jarosławem Antoszczykiem wspominamy go i udowadniamy, że był nie tylko Czterdziestolatkiem.

Urodził się 15 kwietnia 1934 roku w Międzyrzecu Podlaskim. Był aktorem teatralnym i filmowym, znanym z dziesiątek ról. Zadebiutował w 1957 roku w filmie „Prawdziwy koniec wielkiej wojny” w reżyserii Jerzego Kawalerowicza. Występował w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie, a także w bydgoskim Teatrze Współczesnym, Teatrze Bałtyckim w Koszalinie oraz w warszawskich teatrach: Rozmaitości, Narodowym i Teatrze Na Woli. Od 1986 r. związany był też z Teatrem Kwadrat.
Na deskach teatralnych grał m.in. Steve'a w „Tramwaju zwanym pożądaniem” Tennessee Williamsa w reżyserii Aleksandra Długosza, Romeo w „Romeo i Julii” Tadeusza Żuchniewskiego i Berengera w „Nosorożcu” Eugene'a Ionesco w reżyserii Maryny Broniewskiej.



Występy teatralne przeplatał z pojawianiem się na ekranie filmowym, m.in. w takich produkcjach jak serial „Kopernik” (1972), komedia „Święta wojna” (1965), czy filmy wojenne „Jarzębina czerwona” (1969) w reżyserii Ewy i Czesława Petelskich oraz „Zasieki” (1973) w reżyserii Janusza Przymanowskiego.  Co ciekawe, film ten ostatni przeleżał aż 10 lat na półkach zanim został pokazany publiczności.




W jego aktorskim dorobku na szczególną uwagę zasługuje film „Czekam w Monte-Carlo” Juliana Dziedziny (1969) – to niesamowita jak polskie realia końca lat 60. produkcja. Ten dramat obyczajowy opowiada o przeżyciach dwóch polskich automobilistów uczestniczących w Rajdzie Monte Carlo. Wyobraźcie sobie tę fabułę: z Warszawy startuje załoga polska - Piotr i Jan, z Dover - Anglik Stothard z pilotem Ernie, z Oslo - małżeństwo szwedzkie Andersonowie. Ci ostatni giną w katastrofie, a Polacy po licznych nieporozumieniach i kraksach walczą o palmę pierwszeństwa z Anglikami.







Oczywiście jego kariera aktorska nabrała absolutnego rozpędu, gdy przyjął rolę inżyniera Karwowskiego w „Czterdziestolatku”, która zapewnił mu nieśmiertelność. Serial produkowany przez Telewizję Polską przedstawiał życie inżyniera, który wkomponował się w realia Polski Ludowej i PRL-owskiej propagandy a także kryzysu wieku średniego i codziennego życia w szarej rzeczywistości PRL-u.

Już współcześnie i całkiem realnie ciężką pracę inżyniera Karwowskiego przy budowie Dworca Centralnego docenili nawet warszawscy radni. W 2014 roku rondo u zbiegu al. Jana Pawła II, ul. Chałubińskiego i Al. Jerozolimskich otrzymało imię „Czterdziestolatka”. Inżynier Stefan Karwowski powrócił na ekrany w latach dziewięćdziesiątych. Kontynuacja nosiła tytuł "40-latek. 20 lat później."

Pytany o rolę w „Czterdziestolatku”, Andrzej Kopiczyński mówił:
"Po pierwsze, aktor jest od tego, żeby wszystko i wszędzie zagrać: i w teatrze, i w filmie, i w serialu. A po drugie – ta rola dała mi szaloną popularność, o której aktor może sobie tylko marzyć."


rys. Daniel Baum




Reżyser „Ikon srebrnego ekranu” Jarosław Antoszczyk podkreśla jednak, że Kopiczyński był bardzo wszechstronnym aktorem i zagrał tak zróżnicowane role, że wielu widzów zapewne nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Wiele razy grał amantów filmowych – choćby w filmie „Zakochani są między nami” (1964), w którym odbił dziewczynę konferansjerowi granemu przez samego Bohdana Łazukę.

Zagrał też „Krwawego Józka” – kapo w obozie koncentracyjnym w filmie „Koniec naszego świata” (1964). Kopiczyński to także rola u Jerzego Antczaka w „Nocach i dniach” (1975), gdzie zagrał Tytusa Jerzego Niechcica, kuzyna Bogumiła. Z kolei u Andrzeja Konica w „Życiu na gorąco” (1978) zagrał kandydata na prezydenta Guademurki, któremu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo – zamach na niego udaremnia oczywiście Leszek Teleszyński grający redaktora Maja. U Wajdy w „Korczaku” (1990) zagrał dyrektora Polskiego Radia w czasach napadu Niemców na Polskę. Na duży szacunek zasługuje też jego rola w „Znachorze”(1982)  Jerzego Hoffmana. Zagrał tu podrzędnego lekarza, który jest skłócony z głównym bohaterem i nie uznaje ani jego metod leczenia, ani chęci niesienia pomocy biednym pacjentom.


Andrzej Kopiczyński zmarł 13 października 2016 roku po ciężkiej chorobie. W środę 19 października o godz. 14.00 na Starych Powązkach w Warszawie odbył się jego pogrzeb. W Dzień Zaduszny zamieścimy relację z tej smutnej uroczystości.


piątek, 7 października 2016

Jarosław Antoszczyk po drugiej stronie kamery – jako aktor Skene

Reżyser „Ikon srebrnego ekranu” Jarosław Antoszczyk wziął niedawno udział w sesji zdjęciowej dla agencji aktorskiej Skene, prowadzonej przez Ewę Rączy. Sesję zdjęciową zorganizowało Studio PRowokacja Agencja Public Relations pod kierownictwem Agnieszki Burzyńskiej. W ten sposób Antoszczyk kontynuuje rozwój w świecie filmu również w nowej roli – jako aktor. 

 Choć Antoszczyk dotychczas zajmował się przede wszystkim reżyserią, od lat z zamiłowania jest aktorem i to aktorstwo było jego pierwszą filmową miłością: - Lubię grać, przede wszystkim chciałem być aktorem. Kiedyś zapytałem Olafa Lubaszenkę, po której stronie ekranu czuje się najlepiej. Odpowiedział w ten sposób, że to wszystko zależy u kogo ma szansę zagrać, ale z dwojga tych rzeczy o wiele bardziej woli reżyserować. Ja z kolei nie potrafię dokonać tego wyboru. Oba zawody się uzupełniają, ale jednocześnie są bardzo różne. Bycie aktorem sprawia mi wielką przyjemność i radość. – mówi Jarosław Antoszczyk.

Dołączenie do aktorów agencji Skene jest dowodem na to, że reżyser „Ikon srebrnego ekranu” jest bardzo konsekwentny w swoich dążeniach aktorskich – zarówno w zakresie nauki aktorstwa, jak i realizowaniu swojej pasji. Wybór agencji aktorskiej również nie był przypadkiem – Skene niezmiennie reprezentuje interesy aktorów od 1993 roku, czyli już 23 lata. Aktorami tej agencji są między innymi Piotr Cyrwus, Barbara Bursztynowicz, Żora Korolyov, Dominika Ostałowska, czy Michał Szewczyk.

Dołączenie do pocztu aktorów agencji aktorskiej Skene wiązało się z koniecznością przygotowania aktorskiego portfolio zdjęciowego. Zrealizowana w tym celu sesja zdjęciowa miała za zadanie jak najlepiej ukazać różnorodne –wcielenia Jarosława Antoszczyka. Autorem zdjęć jest fotograf Dariusz Klimek, a making of oraz fotosy z sesji zdjęciowej wykonał Szymon Boksa. Fotografie zostały wykonane w różnych plenerach i okolicznościach – te wybrał sam Jarosław Antoszczyk, ponieważ zależało mu na tym, aby ukazać na nich swój oryginalny, naturalny i autentyczny charakter, a także nawiązać do swojej pasji - kina PRL-u.

 Przypomnijmy tu, że gdyby nie decyzja o studiach reżyserskich, Antoszczyk pewnie zostałby bokserem (stąd też zdjęcia w roli boksera). Kilkanaście najmłodszych lat swojego życia poświęcił trenowaniu boksu w łódzkim Widzewie. Dlatego też do pewnego momentu to sport przeważał w jego życiorysie zawodowym. Przez jakiś czas pełnił nawet funkcję prezesa Klubu Sportowego Start w Łodzi. Wybierając studia wyższe zdecydował się jednak na Wydział Realizacji Obrazu Filmowego, Telewizyjnego i Fotografii w Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi, bo na tym etapie już wiedział, że kamera pociąga go zdecydowanie bardziej niż rękawice bokserskie, czy praca biurowa.

W 2005 roku otrzymał wyróżnienie dziekana za film pt. „Ciawasy”, rok później uzyskał dyplom licencjata, a w 2009 r. dyplom magistra. Później realizował różne projekty filmowe - tu filmografia:

Teraz przyszedł czas na rozwój aktorski. Zapraszamy do obejrzenia zdjęć, bo rzadko zdarza się okazja, aby zobaczyć reżysera filmowego w tak wielu różnych wcieleniach – a sesja zdjęciowa do aktorskiego portfolio jest ku temu najlepszą okazją.

rys. Daniel Baum



rys. Daniel Baum



rys. Daniel Baum



rys. Daniel Baum



rys. Daniel Baum




rys. Daniel Baum








rys. Daniel Baum

czwartek, 31 marca 2016

To trzeba zobaczyć (odc. 27): Zbrodniarz i panna

rys. Daniel Baum







Czas na kolejny przez wielu zapomniany film, który dziś w cyklu To trzeba zobaczyć przypomina Jarosław Antoszczyk. Zobaczymy w nim Ewę Krzyżewską, Zbigniewa Cybulskiego, Edmunda Fettinga, Ewę Wiśniewską i jeszcze kilku innych cenionych aktorów. Gatunkowo to thriller, wyreżyserowany przez Janusza Nasfetera w 1963 roku według scenariusza Joe Alexa – a tak naprawdę Macieja Słomczyńskiego, który pod tym pseudonimem ukrywał swoją pasję do pisania kryminałów.

Akcja filmu "Zbrodniarz i panna" jest zbudowana wokół postaci niewygodnego świadka morderstwa rabunkowego. Milicja prowadząca postępowanie ma tylko jeden trop – Małgorzatę (w tej roli Ewa Krzyżewska), która przez chwilę widziała twarz zabójcy. Dochodzenie prowadzi kapitan Ziętek (Zbigniew Cybulski), który zabiera dziewczynę do nadmorskiego kurortu, gdzie prawdopodobnie ukrywa się morderca. Przestępca wymyka się jednak milicji, a co gorsza postanawia zlikwidować Małgorzatę i tym samym wyeliminować jedynego świadka zbrodni. Mimo opieki Ziętka, bohaterka znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. 






Janusz Nasfeter, który wyreżyserował "Zbrodniarza i pannę", kojarzony jest przede wszystkim z wrażliwymi filmami psychologicznymi. Nie gardził jednak także lżejszymi gatunkami – w kultowej komedii kryminalnej "Gangsterzy i filantropi" pojawił się nawet na ekranie. Gwiazdą filmu "Zbrodniarz i panna" jest Zbigniew Cybulski, jeden z najpopularniejszych aktorów lat 60., nazywany "polskim Jamesem Deanem" - tu wyjątkowo nie w typowej dla siebie roli "buntownika bez powodu", a przystojnego oficera milicji. Atrakcją jest ścieżka dźwiękowa Krzysztofa Komedy, wybitnego jazzmana i autora muzyki filmowej, wsławionego kompozycjami do wczesnych dzieł Romana Polańskiego, w tym niezapomnianym tematem z "Dziecka Rosemary". 


Pod pseudonimem Joe Alex ukrywał się autor scenariusza, Maciej Słomczyński. To postać niezwykle zasłużona dla polskiej literatury – zarówno tej ambitnej, jak i popularnej. Pod własnym nazwiskiem Słomczyński znany był jako wybitny tłumacz - przełożył m.in. wszystkie dzieła Szekspira oraz uważanego za niemal niemożliwego do przetłumaczenia "Ulissesa" Joyce'a. Nie wszyscy wiedzieli jednak, że Słomczyński, jako Joe Alex, oddaje się także rozrywce pisania kryminałów. Był autorem popularnych powieści oraz inicjatorem i głównym scenarzystą teatru sensacji "Kobra" - jednego z największych przebojów w historii polskiej telewizji.



Wracając jednak do filmu „Zbrodniarz i panna”, to warto przywołać fragment przesłuchania świadka-kasjerki Małgorzaty, żeby pokazać jaką była postacią:

- Pani jest kasjerką na poczcie?
- Tak, proszę pana.
- W Kamocku?
- Tak, proszę pana.
- I była pani świadkiem napadu?
- Tak, proszę pana.
- W którym zrabowano mucho dinero i zabito dwóch funkcjonariuszy?
- Tak, proszę pana.
- I twierdzi pani, że rozpozna pani sprawcę?
- Tak, proszę pana.
- Choć był w kasku i w goglach?
- Tak, proszę pana.
- Ot, tak - od kopa?
- Tak, proszę pana.
- Pamięć fotograficzna?
- Tak, proszę pana.
- A potrafi pani powiedzieć coś poza "Tak, proszę pana"?
- Tak, proszę pana.
- A co?
- Ja nie umie chodzić na szpilkach.

Ta rozmowa jest początkiem historii Kopciuszka w wersji PRL. Początkowo skromna i zahukana Małgorzata dla dobra śledztwa prowadzonego przez Ziętka musi przejść przemianę – przede wszystkim wizualną. Gdy ląduje już z kapitanem w nadmorskim kurorcie, w którym mają szukać mordercy, jest nie do poznania – jej makijaż, fryzura i ubiór sprawiają, że zwraca uwagę swoją atrakcyjnością.
Reszty wydarzeń dość łatwo możecie się domyślić, ale będą też zwroty akcji, które Was zaskoczą.

















W ramach ciekawostki podrzucamy jeszcze fragment wywiadu z Ewą Wiśniewską, w których wspomina ona prace nad tym filmem (źródło: polskanafilmowo):

- Film „Zbrodniarz i panna” był kręcony w Międzyzdrojach. Bardzo dobrze wspominam hotel, w którym nas wtedy zakwaterowano. Po latach, gdy odwiedziłam Międzyzdroje w związku z Festiwalem Gwiazd próbowałam go odnaleźć. Tyle, że szukałam Hotelu Astoria, bo tak zapamiętałam jego nazwę, i nikt w całym mieście nie umiał mi powiedzieć gdzie on się znajduje. Potem okazało się, że pensjonat nazywał się Aurora. Hotel nadal stoi i ma dobudowaną nową część. Miejsce, gdzie kiedyś znajdowała się restauracja łączona z czymś w rodzaju oranżerii oraz werandą, na której zwykle przesiadywaliśmy, gdy nie było pogody, zostało teraz zabudowane. W Aurorze mieszkała ekipa filmowa i były tam kręcone niektóre sekwencje, na przykład te rozgrywające się w pokojach i na korytarzach. No i oczywiście widoczna w filmie plaża to też były Międzyzdroje. Pościgi samochodowe również rozgrywały się w okolicach tego miasta. Natomiast recepcja i hall filmowego pensjonatu to były dekoracje w warszawskiej wytwórni filmowej na Chełmskiej. Zaś dom, w którym zamieszkała „moja” bohaterka „zagrała” wynajęta na potrzeby filmu autentycznym rybacka chałupa, bardzo zresztą urokliwa, w jednej z wsi pod Międzyzdrojami.